Poranne śniadanie w czerwcu…

Wstałam szybko, jakby coś mnie wybiło z rytmu sennego. Tak dziś jest 15 czerwca i imieniny mojego męża. Kusiło mnie, żeby początek tego dnia wyglądał inaczej niż zwykle. Tym bardziej, że jest sobota. Mój ukochany siedział już na tarasie wpatrując się w budynki, które powoli, niezdarnie otulane były ciepłem słonecznym. Pogoda była cudowna. Mieliśmy za sobą kilka cięższych tygodni i w pracy i w domu więc perspektywa wolnego weekendu zaczynała mi się udzielać. Wstałam najciszej jak mogłam, wzięłam prysznic, wyprasowałam sukienkę i wpadłam na pomysł wyjścia na śniadanie na miasto, aby zacząć celebrować dzień imienin mojego męża. Rzadko kiedy mamy przecież taką możliwość z dwóch powodów: słoneczny, ciepły dzień i syn u babci…. Wyszykowana pobiegłam dać całusa oświadczając, że za dziesięć minut wyruszamy. Musielibyście widzieć jego minę… 🙂 na zasadzie “Co ona wymyśliła tak wcześnie?”. Nic nadzwyczajnego, to tylko śniadanie we dwoje… Z uśmiechami na twarzach wsiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy do miasta. Rzadko kiedy jesteśmy w centrum tak wcześnie i nie w sprawach zawodowych. Tym lepiej dla nas i naszego miejsca gdzie mieszkamy. Za każdym razem kiedy zdarza się taka okazja odkrywamy je na nowo. Cudowne donice z kwiatami, pięknie prezentujące się kamienice, spokój poranka, kilka osób idących w nieznanym nam celu i my dwoje jak nastolatki trzymający się za ręce jak na pierwszej randce…

Oby takich poranków było w naszym życiu jak najwięcej…

sukienka – ZARA / buty – UNISA / torebka- GUESS
kolczyki – APART / naszyjnik – PANDORA / zegarek DKNY – / okulary – CHLOÈ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *