Włochy – świetne miejsca na jednodniową wycieczkę

We Włoszech tyle ile regionów i miast tyle wspaniałych miejsc do zwiedzenia. Dzisiaj zaprezentuję Wam kilka, na które nie potrzeba więcej jak jeden dzień. No chyba, że lubicie spędzać wieczory w ciekawych okolicznościach to zawsze możecie zaplanować jeden nocleg dodatkowo 🙂

POSITANO I AMALFI

Kręte drogi, zapierające dech w piersi widoki i ta magia jaką owiane są te dwa miejsca co roku przyciąga tłumy turystów. My także chcieliśmy je zobaczyć, ale jak do tej pory nie mieliśmy możliwości. Zawsze wybieraliśmy inne kierunki a ten cały czas pozostawał w sferze marzeń…

Bardzo chciałam zostać w jednym z tych miejsc na noc, aby zobaczyć jak toczy się życie wieczorem i jak o poranku wschodzi słońce ale sama przyznam szczerze, że nie byłby to tani interes chcąc mieć widok na morze i do tego jeszcze samochód, który musielibyśmy zostawić gdzieś na parkingu. Ja wiem, że dla chcącego nic trudnego niemniej jednak biorąc pod uwagę długość naszej podróży musieliśmy brać pod uwagę nie tylko nasze zachcianki ale też to, że jesteśmy z siedmiolatkiem i tak częsta zmiana miejsca jest dla niego uciążliwa, do tego czas jaki przeznaczyliśmy na urlop oraz koszty całego wyjazdu ciągle rosły więc z niektórych rzeczy po prostu zrezygnowaliśmy. Nic nie stało nam jednak na drodze, aby zwiedzić te dwa miasta będąc w Sorrento.

Trzeciego dnia naszego pobytu w mieście cytryn udaliśmy się do Positano i Amalfi. Z Sorrento nie mieliśmy daleko, gdyż podróż trwała około godziny wśród licznych zakrętów, przepięknych widoków i stromych zboczy.


Pierwszym miejscem było oczywiście Positano zamieszkiwane na stałe przez około 4 tysiące mieszkańców, jednakże to turyści stanowią większość osób, które można spotkać na ulicy.

Gdy dotarliśmy na miejsce musieliśmy znaleźć parking, żeby zostawić samochód. Musielibyście widzieć jak uśmiechniętą miałam buzię gdy zobaczyłam ten niebieski znak z białą literą P. Koszt za godzinę 8 Euro. I w sumie na tym mogłabym zakończyć moje och i ach bo okazało się, że do samego morza musieliśmy zejść około pięciuset schodów. Uwierzcie mi, że dla siedmiolatka był to niezły wyczyn, aby zejść i za chwilę wejść z powrotem na górę. Miałam wrażenie, że całe moje wyobrażenie tego miejsca pęka jak bańka. Zmęczeni, spoceni i wkurzeni wróciliśmy do samochodu, żeby pojechać dalej do Amalfi. No i po drodze, która była jednokierunkowa okazało się, że im niżej tym lepiej. Ustaliliśmy zatem, że zatrzymujemy się na najniższym parkingu i robimy drugie podejście do zwiedzania [tutaj ceny bardzo podobne 7-8 Euro za godzinę, oczywiście kluczyki zostawiacie u pana parkingowego]. Całe szczęście, że tak zrobiliśmy ponieważ okazało się, że z tej perspektywy zupełnie inaczej to wszystko wygląda. Hotele z pięknymi widokami, sklepy z własnymi wyrobami i obłędne słodycze w cukierniach i kawiarenkach a do tego szeroka plaża, którą pilnowali panowie, aby nie robić zdjęć i nie nagrywać turystów aktualnie opalających się. Nadal nie żałowaliśmy, że nie wynajęliśmy tutaj hotelu chociaż faktycznie miejsce robi wrażenie. Jednakże jest to destynacja na wypad we dwoje. Tłumy turystów, wąskie chodniki albo ich całkowity brak, wszechobecny szum mogą powodować w dzieciach lekkie rozdrażnienie. Więc wycieczka na jeden dzień ok, ale na dłuższy pobyt to już wg własnego uznania.

Kolejnym naszym punktem było Amalfi z niewiele wiekszą ilością mieszkańców – 5 tysięcy.

Droga z Positano zajęła nam około 45 minut a poszukiwanie miejsca parkingowego dwa razy tyle… Uwierzcie mi, że gdyby nie mój zły nastój i łzy spływające po policzkach oraz determinacja mojego męża w życiu nie zwiedzilibyśmy tego miasta. Mój mąż postanowił jednak zawrócić widząc moje ogromne rozczarowanie całą sytuacją i znaleźć to przeklęte miejsce. Ostatecznie wjechaliśmy na parking i zostawiliśmy samochód w miejscu gdzie nie do końca mógł stać. Poszłam więc do pana parkingowego zapytać czy tak jest ok. Na co zaczął mi wymachiwać rękoma, że absolutnie nie, nie , nie i jeszcze raz nie…. Na co podszedł do nas drugi pan parkingowy i znów pytam czy tak jest ok. Ten pan okazał się łaskawszy widząc, że samochód obok nas swobodnie wyjedzie a piesi po drugiej stronie również mają miejsce. Zapytał więc ile chcemy zostać, pomógł kupić bilet parkingowy i dał nam swoje błogosławieństwo 🙂 Szybko wyszliśmy z parkingu w kierunku centrum. Zwiedziliśmy główną ulicę, katedrę św. Andrzeja i na nic nie mieliśmy więcej siły… Bardzo żałowałam, że z takim nastrojem zostawiam Amalfi za sobą ponieważ słyszałam wiele ciepłych słów na temat tego miejsca. Jednakże jak to zwykle w życiu bywa rzeczywistość ma się zupełnie inaczej do naszych wyobrażeń czy zdjęć publikowanych na portalach społecznościowych.

Podsumowując te dwa miasta, gdybyśmy mieli wybrać jedno na dłuższy pobyt we dwoje to Positano zdobywa od nas więcej punktów. Przede wszystkim nie ma problemu z zaparkowaniem samochodu, nieporównywalna szybkość obsługi w restauracjach, osoby pracujące w różnych punktach były bardzo otwarte i pomocne.

I jeszcze jedno. Czy faktycznie odebraliśmy te miejsca wyjątkowo inaczej niż pozostałe we Włoszech? Niespecjalnie. Mam wrażenie, że całą robotę odnośnie postrzegania wybrzeża amalfitańskiego robią hotele i ich ceny. Oczywiście nie mogę odmówić tutaj pięknych widoków, ale w Sorrento też mieliśmy strome zbocza i niezapomniane zachody słońca…

MATERA

Matera to tajemnicze miasto. Gdyby zagłębić się w jego historię to dowiedzielibyśmy się, że człowiek żył na tych terenach już w czasach prehistorycznych. W Średniowieczu benedyktyni utworzyli w grotach skalnych pierwsze zakony i kościoły. W związku z ze zmianami politycznymi Matera była podzielona na dwie części Sasso Barissano oraz Sasso Caveoso. W skalnych grotach mieszkali ludzie wraz ze zwierzętami. Nie mieli oni dostępu do bieżącej wody. Taki stan utrzymywał się, aż trudno uwierzyć, ale aż do lat 50 XX wieku. Miasto stało się problemem dla Włoch oraz ich tzw. czarną owcą. Dopiero w 1952 roku przesiedlono ludność do nowych miejsc a Sassi zrekonstruowano. Dziś możemy podziwiać zarówno stare groty jak i odnowioną część miasta gdzie znajdują się mieszkania i piękne hotele o niepowtarzalnym uroku. Sami powiedzcie czy spanie w grocie nie jest ciekawym doświadczeniem?

My zatrzymaliśmy się w Materze na jedną noc. Bardzo chcieliśmy poczuć klimat tego miasta nocą i przespać się w skalnym hotelu. Po przybyciu do hetelu otrzymaliśmy dokładną mapę miasta i dzięki wielu wskazówkom nie pogubiliśmy się w trakcie zwiedzania.

Bardzo się cieszyłam kiedy okazało się, że na miejscu znajduje się muzeum Salvadore Dali, gdzie zabraliśmy naszego syna. Uwierzcie mi, że takie zwiedzanie kiedy należy poruszać się po grotach skalnych przyjmowane jest zupełnie inaczej niż chodzenie po typowym muzeum. Moje dziecko nie jest typem odkrywcy a taka forma spędzenia czasu i odkrywanie co się znajduje w kolejnej grocie powodowała ciągłe zainteresowanie.

W mieście znajduje się kilka punktów widokowych, z których można zrobić fantastyczne zdjęcia. Należy jednak uważać, aby przypadkowo nie wejść na prywatne posesje bez wcześniejszego pytania o pozwolenie. Uliczki są tak kręte, że nie raz można zbłądzić a GPS nie zawsze jest dostępny więc warto kierować się drogami na mapie. Co do jedzenia to nie ma najmniejszego problemu, aby znaleźć restauracje ponieważ jest ich kilka i warto poszukać w tych węższych uliczkach gdzie możemy zostać zaskoczeni nowymi smakami.

Jeśli chodzi o parkowanie samochodów w centrum to niestety jest pewne utrudnienie. W tym roku wszedł nowy przepis, że turyści nie mogą poruszać się po starej części miasta w niedziele. Na szczęście hotele moją podpisane umowy z parkingami. Sytuacja wyglada następująco – najlepiej napisać do hotelu prośbę o informację dotyczącą parkowania auta. Czy mają podpisaną umową z którymś z parkingów? Jeśli tak to sytuacja wygląda mniej więcej tak – podjeżdżamy pod wskazany parking, zostawiamy auto i kluczyki do niego, a następnie pracownik tego parkingu zawozi nas do hotelu. Czasem trzeba do niego dojść schodami. Następnie w dniu wyjazdu nasz samochód zostaje podwieziony możliwie najbliżej hotelu. Cena około 25 Euro za dzień.

ALBEROBELLO

Pierwsze skojarzenie po naszym powrocie z tego miejsca to trulle, małe białe domki z okrągłymi, stożkowatymi, szarymi dachami. Krajobraz, który niezwykle ujmuje przy pierwszym spotkaniu. Podobno sama budowa tychże domów miała na celu możliwość szybkiej rozbiórki zabudowań ze względu na brak zaprawy. Celem takiej budowy było unikanie podatków nakładanych przez Neapol w XVI wieku od zasiedlenia. Dzięki takiemu budownictwu w razie kontroli królewskiej mieszańcy mogli rozebrać budynek, aby następnie go odbudować.

Wydawałoby się, że miasteczko stworzono typowo pod turystów, ale to bardzo mylna teoria. Owszem zwiedzających jest bardzo dużo. Natomiast my jechaliśmy do Alberobello z Matery i mieliśmy okazję zobaczyć również przedmieścia i tam co jakiś czas pojawiały się charakterystyczne szare daszki.

W samym centrum Alberobello samochód zostawialiśmy na parkingu przy głównej ulicy. Nie powinno być problemy z miejscem ponieważ są tam aż cztery parkingi obok siebie. Polecam jechać najbliżej centrum i tam zostawić auto. W razie braku miejsc zawsze można się odrobinę cofnąć. Za 2h parkowania zapłaciliśmy 5,20 EURO.

Centrum Alberobello dzieli się na dwie części jedną turystyczną, komercyjną z mnóstwem sklepików i restauracji. Natomiast druga część dużo mniejsza i prawie niewidoczna z parkingu jest typowo prywatna. Ilekroć przechadzaliśmy się właśnie po tej drugiej dziękowaliśmy sobie w duchu, że pan w recepcji był tak uprzejmy i opowiedział nam jak mamy się poruszać po miasteczku, aby zobaczyć ciekawe rzeczy. Podobnie było z restauracjami. To właśnie tutaj po raz pierwszy jedliśmy w takiej, która miała gwiazdkę Michelin’a.

CZĘŚĆ TURYSTYCZNA

CZĘŚĆ MIESZKALNA

Tak naprawdę na zwiedzenie miasteczka wystarczy pół dnia. W części prywatnej ze zdjęciami nie będzie problemu ponieważ jest bardzo mało turystów i naprawdę domy te wyglądają genialnie. Co innego już w części pierwszej komercyjnej. Niestety tam zdjęcie w samotności to tylko z samego rana.

ASYŻ

Kojarzony głownie z miejscem świętym ze względu na postać świętego Franciszka z Asyżu. Dokładnie taką miałam wizję jadąc do tego miasta. Nie oczekiwałam nic poza tym. I owszem w miasteczku znajdziemy mnóstwo dewocjonaliów jak i spotkamy po drodze wielu franciszkanów, ale miasto samo w sobie jest bardzo piękne i klimatyczne.

W samym centrum znajduje się parking Potra Mojano – koszt 25 EURO za dobę. Wychodząc z niego znajdziemy się kilkaset metrów od głównego deptaka.

Wielką przyjemnością było chodzenie po mieście bez mapy i gubienie się w tych cudownych uliczkach, w których mimo toczącego się codziennego życia odczuwa się taką trudną do wyobrażenia sobie przy ekranie komputera podniosłą atmosferę.

Oczywiście poza samym zwiedzaniem centrum udaliśmy się przepięknej do Bazyliki św. Franciszka, w której niestety nie mogliśmy robić zdjęć.

Po takich spacerach umilaliśmy sobie czas smakołykami, które widoczne na witrynach przyciągały nas niemalże bez przerwy.

Trafiliśmy również do cudownej cukierni, dzięki której mam okazję pokazać Wam najbardziej Instagramowe miejsce w Asyżu – Gran Caffe.

Wybaczcie jakość zdjęć, ale tutaj również nie wolno było ich robić więc na tyle ile udało się sfotografować z ukryciu 😉

Pięknym zwyczajem o jakim dowiedzieliśmy się na miejscu jest przekazywanie informacji mieszkańcom o narodzinach nowego potomka. Jeśli urodzi się dziewczynka lub chłopiec rodzice wywieszają na drzwiach kokardę w odpowiednich kolorach: różowy – dziewczynka, niebieski – chłopczyk. Moim zdaniem jest to piękna forma przekazania takiej informacji sąsiadom. Mam wrażenie, że dzięki temu sąsiedzi mimo wszystko będą zachowywać się ciszej słuchając np. muzyki lub zapraszając do siebie gości. Bardzo mnie to rozczuliło, bo kokardy te pokazują jak ważne jest dla wszystkich pojawienie się na świecie nowego mieszkańca i tym samym można rodzicom złożyć również serdeczne życzenia.

LIMONE SUL GARDA

To był nasz ostatni przystanek podczas włoskiej podróży. Zastanawaliśmy się do samego końca jakie miasteczko wybierzemy ostatecznie ponieważ zależało nam przede wszystkim na spokoju. Po zwiedzaniu Florencji marzyliśmy o urokliwym i cichym zakątku.

Właśnie takim okazała się Limone Sul Garda.

Jeśli macie ochotę zatrzymać się gdzieś na Limoncello Spritz albo lody w fantazyjnych wariacjach i do tego zwiedzić muzeum cytryn oraz zrobić sobie fotkę przy najbardziej Instagramowym domu to będzie to idealne miejsce dla Was. W samym centrum znajduje się ogromny parking gdzie można pozostawić swoje auto i udać się deptakiem pozwiedzać te urokliwe miasteczko pełne wyrobów z cytryn.

Muzeum cytryn

Do muzeum cytryn prowadzą nas znaki na chodnikach. Warto się nimi wybrać ponieważ jest to świetna zabawa dla dzieciaków, że odkryją coś chociaż same nie do końca wiedzą co. My naszemu synowi zdradziliśmy co to za miejsce dopiero po kupieniu biletów – 2 Euro na osobę, dziecko za darmo.

Co mnie jeszcze bardzo ujęło w Limone Sul Garda? – oznakowania ulic i domów 🙂

Przy każdym jednym adresie znajdowały się takie piękne tabliczki z numerem domu lub nazwą ulicy. Wszystko było bardzo zadbane pod kątem estetycznym.

W mieście nie brakowało również kwiatów, które spotykaliśmy na każdym rogu. Jednym z takich najbardziej wyróżniających się miejsc był dom w białej zabudowie z niebieskimi drzwiami oraz okiennicami oraz cudownie pnącą się bugenwillą.

Przez cały dzień znajdziecie czas zarówno na zwiedzanie, zrobienie fantastycznych zdjęć, zjedzenie pysznego obiadu i lodów a także jeśli ktoś będzie miał ochotę na kąpiel w tym cudownym jeziorze.

PODSUMOWANIE

Ci co obserwowali mój profil na Instagramie na bieżąco podczas naszej podróży wiedzą, że poza Positano i Amalfi zostaliśmy w tych miejscach przynajmniej na jedną noc. Była to głównie moja inicjatywa bo nocą miasta zawsze pokazują swoje drugie oblicze. Nie wyobrażałam sobie wpaść tak na chwilę i nie mieć możliwości nacieszenia się widokami, atmosferą i wieczorną kolacją przy lampce wina. Wszyscy, którzy przyjeżdżali na jeden dzień na pewno wracali szczęśliwi odkrywając nowe miejsca. Mnie jednak kiedy wcześniej zdarzały się nam takie wypady podczas innych podróży (np. Portofino, Cinqueterre, Antibes lub Saint Tropez) zawsze brakowało tej magii nocy. Więc jeśli macie więcej czasu i chcecie przenocować, w którymś z powyższych miejsc to szczególnie polecam Wam Materę (max jedną noc) i Limone Sul Garda (tutaj dobrze mieć dwa wieczory).

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *