Czy kopia jest zawsze gorsza od oryginału?

Pamiętam jak pierwszy raz pojechałam do Turcji, a tam mnóstwo sklepów z “original” produktami najwyższych marek modowych. Każda torebka Louis Vuitton, Gucci, Marc Jacobs, Dior, Prada i wiele, wiele innych na wyciągnięcie ręki. Koszt 30 EURO…. Oczywiście każdy ze sprzedawców zachęcał do kupna tej jedynej i niepowtarzalnej gwarantując certyfikaty potwierdzające autentyczność.

Pamiętam jak byłam w Wenecji i dzięki zbiegowi okoliczności udałam się na wyspę Murano do pracowni Vetreria Estevan Rossetto 1950 S. r. l. i zobaczyłam od początku proces tworzenia dzieł ze szkła. Jednocześnie dowiedziałam się bardzo smutnej rzeczy, że w samym centrum Wenecji mogę kupić przedmioty sygnowane nazwą wyspy również z certyfikatami, ale o autentyczności nie ma już mowy. Koszt zatyczki do wina w pracowni 20 Euro, natomiast w centrum 5 Euro. Na tym samym wyjeździe również przypadkowo znalazłam się w pracowni masek weneckich. Coś co mnie zauroczyło w tym miejscu to stanowisko pracy w samym sercu sklepu. Tuby z farbami kulały się po blacie a złoty brokat pokrywał przyciski kasy fiskalnej. Miałam to szczęście, że kolejnego dnia odnalazłam daleko poza centrum kolejną taką pracownię. W niepozornym miejscu gdzie docierali już tylko pojedynczy turyści. Koszt maski w pracowni od 45 Euro, w centrum 10 Euro.

We wszystkich tych trzech punktach Wenecji czuć było pewną magię, podekscytowanie i niewypowiedziane słowa zachwytu. Chciało się tam pozostać na dłużej i poobserwować pracę artystów, bo inaczej nie mogę nazwać tych osób. Biło od nich takie całkowite oddanie i zatracenie się w tworzeniu piękna. Nie spisałam adresów pracowni masek i uwierzcie mi nie mogłam do nich trafić kolejny raz. A może po prostu nie chciałam tak do końca, żeby nie psuć sobie tego pierwszego, jakże magicznego wrażenia. W głowie ciągle kiełkuje plan powrotu do miasta na wodzie i kto wie, może wtedy trafię w kolejne takie piękne miejsca.

Nie od dziś wiadomo, że świat materialny rządzi się swoimi prawami. Dobra luksusowe stają się nam bliższe dzięki magazynom modowym, reklamom, Instagramowi i wielu innym portalom społecznościowym. Dzięki takim sklepom jak Zalando, Chiara, Gomez dużo łatwiej możemy nabyć rzeczy znanych projektantów, które faktycznie są oryginalne. Jednocześnie zalewa nas fala podrobionych rzeczy tak bardzo zbliżonych wyglądem do tych, na których są wzorowane. Jednak będą one zawsze tylko podróbką, kopią czyjegoś pomysłu.

I teraz pytanie – Czy kopia jest zawsze gorsza od oryginału?

I nie chodzi mi tutaj o morale, a takie chłodne spojrzenie na sam wygląd. Od kilku osób słyszałam, że czasami na pierwszy rzut oka można się nie zorientować, że jest to podróbka, kiedy widzimy tę przysłowiową torebkę na ramieniu czyjejś osoby. W Internecie opublikowanych jest mnóstwo filmików instruktażowych jak rozpoznać autentyk, na co zwrócić uwagę, gdzie szukać odpowiednich oznaczeń, kiedy chcemy zakupić dany produkt z tzw. drugiej ręki, a nie jest to komis. Ktoś kto ma wprawę i dobre oko na pewno jest w stanie określić skąd pochodzi ta rzecz i czasem przyznać, że została “świetnie” skopiowana.

A co w przypadku kiedy mamy doczynienia z budynkiem? Konkretniej z Galerią Handlową.

GALLERIA VITTORIO EMANUELE II / GALLERIA UMBERTO I

Powyższe zdjęcia ukazują dwie Galerie jakie miałam okazję zobaczyć we Włoszech. Pierwsza znajduje się w Mediolanie i stanowi dla mieszkańców il salotto di Milano – czyli salon Mediolanu, w którym chętnie spędzają zarówno czas wolny jak i odbywają spotkania biznesowe. Znajdziemy w nim wiele kawiarni i restauracji, hotel no i oczywiście sklepy największych domów mody. Galleria Vittorio Emanuele II została wybudowana na cześć pierwszego króla zjednoczonych Włoch w latach 1865-1877.

Natomiast druga Galeria Umberto I znajduje się Neapolu. Jej budowę datuje się na lata 1887-1891. Równie piękna budowla w stylu neorenesansowym powstała ku czci króla Włoch Umberto I, a jej projekt był wzorowany na Galerii z Mediolanu. Podobno lata świetności ma już za sobą ze względu na coraz mniej liczne sklepy czy kawiarnie.

Wnętrze obu Galerii jest do siebie bardzo podobne – skrzyżowanie dwóch ulic z niewielkim placykiem. W każdej z nich znajdują się cudowne mozaiki i kopuła na dachu. Mój syn nie zorientował się będąc w Neapolu, że nie jesteśmy w Mediolanie. Dla mnie oba budynki są wspaniałe pod kątem architektonicznym. Mam wrażenie, że Emanuelle Rocco, architekt odpowiedzialny za Galerię Umberto I chciał stworzyć w Neapolu miejsce dla mieszkańców, które będzie równie eleganckie jak to w Mediolanie.

Niestety czas zweryfikował istnienie obu budowli. Mediolan zdecydowanie wygrywa ten niepisany bój. Co roku z okazji Fashion Week zjeżdża się mnóstwo osób związanych ze światem mody i sztuki. Miasto zalewa fala “kolorowych ptaków” i indywidualności. Kiedy w Neapolu Galeria świeci pustkami. Czynne są dwie kawiarni i kilka sklepów. Nie ma mowy o luksusowych zakupach. Prędzej założymy konto w banku. A szkoda bo być może na pierwszy rzut oka oglądając Galerię Umberto I uznamy ją tylko za słabą kopię i nie dostrzeżemy jej piękna, które w poprzednich dziesięcioleciach przyciągało zarówno mieszkańców jak i turystów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *