Dario Cecchini – czy warto wybrać się na kolację do Panzano?

Podczas jednego z lutowych wieczorów kiedy za oknem prószył śnieg, a nasz syn był u babci, przez cały dzień oglądaliśmy z mężem serial na Netflixie Chief’s Table, sezon 6. Kiedy trafiliśmy na odcinek 2 – Toksania z rzeźnikiem w tle, powiedziałam wtedy mężowi, że jeśli kiedyś wybierzemy się do Toskanii to chcę u niego zjeść kolację. Jeszcze wtedy nie mieliśmy zaplanowanych wakacji, albo inaczej mieliśmy, ale zupełnie inne kierunki i czas trwania. Gdy podjęliśmy decyzję o ostatecznym wyborze kraju, jakim były Włochy od razu zanotowałam sobie tę miejscówkę w głowie. Nasza podróż trwała cały miesiąc i obejmowała kilka regionów z północy na południe i z powrotem. Więcej o naszej eskapadzie możecie poczytać TUTAJ i TUTAJ.

Kiedy wróciliśmy po około dwóch tygodniach do Toskanii i zatrzymaliśmy się w Radda in Chianti przypomniałam sobie o tym miejscu. Szybko sprawdziłam na Google Maps jak daleko mamy do Panzano. Okazało się, że byliśmy oddaleni raptem o 15 minut drogi samochodem. Dłużej się nie zastanawiając napisałam maila z kilkoma pytaniami do restauracji i zarezerwowałam dla nas miejsce przy stole. Dobrze czytacie, nie stolik tylko miejsce przy nim, ponieważ w tej restauracji jedliśmy wszyscy razem. Byłam tak podekscytowana, że zjem kolację u najbardziej znanego rzeźnika w Toskanii, że nie mogłam się już doczekać kolejnego dnia. Historia Daria była dla mnie początkowo przytłaczająca. Młody chłopak, który wyjechał na studia weterynarii ponieważ kochał zwierzęta i chciał się nimi opiekować, zmuszony został porzucić marzenia o ich ratowaniu, aby uratować rodzinny biznes. Kiedy jego ojciec zachorował, a rodzinie nie wiodło się za dobrze po śmierci jego matki, musiał przejąć stery i rozpocząć pracę ale po drugiej stronie – jako rzeźnik w ósmym pokoleniu. Wyobraźcie sobie tylko taką sytuację. Macie marzenia, plany. Zaczynacie wdrażać je w swoje życie i nagle to wszystko na nic. Jesteście ekonomicznie zmuszeni do całkowitego poświecenia swojego dalszego życia w imię wyższych wartości. Dla Daria była to męka. Tak bardzo chciał leczyć zwierzęta, które teraz przyszło mu zabijać. Wiele miesięcy poświęcił na to, aby zrozumieć ideę tworzenia produktów mięsnych. Był człowiekiem, który nie wyobrażał sobie, że będzie hodował bydło tylko i wyłącznie na steki. Chciał, aby każda jedna część była wykorzystana. Nic nie miało prawa zostać zmarnowane. Nie było też mowy o skomercjalizowaniu hodowli. I tak narodziła się jego legenda. Sami więc rozumiecie, że nie mogłam pominąć tego miejsca będąc tak blisko.

Dużo słyszałam o lokalnej atmosferze małych miasteczek włoskich. Szczególnie takich gdzie dociera bardzo mało turystów. Więc gdy tylko wysiadłam z samochodu jak oczarowana szłam uliczką za coraz głośniejszą muzyką. Kiedy doszliśmy pod wskazane miejsce ujrzeliśmy kilkadziesiąt osób bawiących się na malutkim placu w takt głośnej muzyki granej na żywo z witryny jednego ze sklepów z odzieżą. Takie rzeczy to tylko we Włoszech. Wokół stali inni sącząc czerwone wino ze szklanek co jakiś czas przegryzając ciepłym chlebem z oliwą oraz smalcem. Atmosfera była niesamowita. Nagle ktoś zaczyna dolewać mi wina pytając skąd jestem i jak podoba mi się we Włoszech. Z drugiej strony ktoś inny klepie mnie przyjaźnie po plecach opowiadając, że uwielbia takie wieczory kiedy nie liczy się nic innego jak wino i muzyka. Oszołomiona widokiem no i czerwonym winem zwiedziłam Antica Macelleria Cecchini, czyli tzw. sklep rzeźniczy. Następnie o godzinie 20:00 zajęliśmy wskazane miejsca w restauracji Solociccia. Druga grupa udała się do Officina della Bistecca. My na samym wstępie otrzymaliśmy rosół, grzanki, chleb, oliwę i warzywa. Kiedy już wszyscy goście przybyli, po kolei serwowane były przystawki, dania główne oraz kawa i deser. Muszę się przyznać, że nie jestem jakiś wielkim smakoszem mięsa. Z resztą bardzo mało go jem i z roku na rok coraz mniej. Więc nigdy nie jadłam też salcesonu… i gdyby ktoś mi powiedział, że to jest właśnie to, pewnie nawet nie spróbowałabym. Jakie było moje zdziwienie kiedy mąż oznajmił mi co właśnie zjadłam, a tak bardzo mi smakowało. Cała kolacja była oczywiście mięsna. Dwoma rzeczami dodatkowymi była biała fasola oraz bruscchetta zamówiona mailowo dla mojego syna. Bałam się, że jeśli nie zobaczy na talerzu kotleta, to nawet nie będzie chciał spróbować tego co nam podadzą. Na szczęście grzanki z oliwą i rosół zrobił swoje więc i on był zadowolony. Kolacja trwała około dwóch i pół godziny. Oczywiście zadawałam sobie sprawę, że pewnie Dario nie będzie dla nas gotował wieczorem, ale miałam cichą nadzieję, że uda mi się go zobaczyć. Jeśli będziecie niedaleko Panzano polecam Wam zarezerować sobie miejsca i cieszyć się wieczorem wraz z innymi gośćmi. Gwarantuję – nie wyjdziecie głodni!!! A dla zachęty mała galeria zdjęć z naszej kolacji poniżej.

A na koniec pojawił się sam on – Dario Cecchini 🙂

Godziny otwarcia sklepu i restauracji:

Rzeźnik jest czynny od 9:00 do 16:00

Dario Doc jest czynny od poniedziałku do soboty w godzinach 12:00-15:00 bez możliwości rezerwacji. Miejsca wg kolejności przybycia na miejsce. Menu w cenie 10, 15, 20 Euro.

Solociccia czynna jest codziennie w porze lunchu o 13:00 i kolacji z możliwością rezerwacji na godzinę 20:00 lub 21:00. Menu 30 Euro.

Officina della Bisteca jest czynna codzienne w porze lunchu o 13:00 oraz kolacji o godzinie 20:00. Menu 50 Euro.

Mam nadzieję, że zachęciłam Was do wpisania tego punktu na mapie Waszych podróży. A jeśli chcecie poznać dokładne menu zapraszam po więcej informacji TUTAJ.

Jeden komentarz

  1. Pingback: Wyzwanie blogowe 15/15 – podsumowanie! – love_travel_shopping by Marta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *