Pomadki w odcieniach jesieni vol. 2

Dziś prezentuję Wam drugą odsłonę szminek na jesień. Tym razem przedstawię moje dwie ulubione marki, które używam już od dłuższego czasu. Pierwsza to YSL, której błyszczyki po raz pierwszy wypróbowałam w ubiegłym roku w marcu i używam do dziś. Druga to Armanii, którą zakupiłam na początku tego roku. Nie rozstaję się z nimi na dłużej jak na kilka dni, wciąż do nich powracam stale powiększając paletę barw i śmiało mogę powiedzieć, że są to dla mnie najlepsze szminki jakie do tej pory używałam.

YSL

Szminki matowe do zeszłego roku dla mnie nie istniały i uwierzcie mi, kompletnie nie rozumiałam mojej przyjaciółki oraz jej zafiksowania na tym punkcie dopóki sama nie wypróbowałam pierwszej, którą zakupiłam właśnie z YSL. Szminki w formie błyszczyków łatwo się nakłada, a ich intensywność można zwiększyć poprzez nałożenie kilku warstw. Chwilę należy odczekać, aby się wchłonęły i zmatowiły. Nie pozostawiają śladu na szklance, a jeśli już się zdarzy, to bardzo delikatnie. Świetnie trzymają się na ustach. Łatwo się je zmywa poza kolorem nr 19, który ma bardzo mocny pigment i nawet po dokładnym usunięciu sama barwa pozostaje na ustach.

Numery w kolejności:

1 – 9

2 – 19

3 – 7 (mój ulubiony na dzień)

4 – 5

GIORGIO ARMANI

Zaraz po matowych błyszczykach przyszedł czas na szminki. Szukałam czegoś w odcieniach nude i zanim kupiłam ten, który właściwie chciałam to do koszyka trafiła jedna z szminek Armaniego w kolorze 500. Jak tylko wypróbowałam ją raz, to kolejnego dnia pobiegłam do sklepu po inny odcień. I tak jest do dzisiaj. Co jakiś czas zaglądam Dauglasa i sprawdzam co nowego. Oczywiście jest również wersja w błyszczykach matowych, ale w tym konkretnym przypadku zdecydowanie stawiam na szminki. Są dla mnie dużo wygodniejsze jeśli chodzi o tę markę. Długo pozostają na ustach. Co prawda ślad na filiżance pozostaje, ale przy tym nawilżeniu jakie oferują jestem w stanie o tym zapomnieć.

Numery w kolejności:

1 – 500 (mój ulubiony na dzień)

2 – 102

3 – 403

4 – 502

Obie marki używam namiętnie bez przerwy, a jeśli już ją robię to tylko dlatego, żeby wypróbować inne, np. te z ostatniego wpisu. Jednak zawsze kończy się tak samo, że wracam do nich i cieszę się z tego faktu, jakbym rozstała się z nimi przynajmniej na kilka miesięcy. Wiem też, że pojawiły się piękne nowe kolory z Chanel i pewnie niebawem skuszę się na jeden z nich. Mam jednak wrażenie, że i tak te dwie wskazane marki będą już ze mną na zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *