Czym kieruję się kupując ubrania w sklepach stacjonarnych i jaki mają na mnie wpływ witryny sklepowe?

Co prawda chciałam dzisiaj napisać zupełnie o czym innym, ale tak piękna pogoda spowodowała, że nie mogłam przejść obojętnie obok stylizacji iście wiosenno – jesiennej, która idealnie wpasowała się w obecną aurę. Kiedy po kilku dniach chłodnych wróciły te cieplejsze nie bardzo wiedziałam jak mam się zachować. Z jednej strony kozaki już czekają wyjęte z kartonów, a z drugiej aż szkoda mi było zakładać je kiedy mogłam jeszcze wskoczyć w szpilki.

Postanowiłam zatem do końca tego tygodnia nie rezygnować jednak z wiosennych rzeczy, bo jak tylko wejdę w swetry i grube rajstopy to wiem, że nie rozstanę się z nimi przez najbliższe pięć miesięcy. Mimo, że cieszę się na ten chłodniejszy okres to chciałam zatrzymać przy sobie jeszcze trochę ciepła.

Wracając jednak do pierwszej części tytułu tego posta. No właśnie czym kieruję się kupując kolejne ubrania i na co zwracam uwagę dobierając do siebie poszczególne rzeczy. Postanowiłam opisać to na przykładzie dzisiejszej stylizacji, ale muszę podzielić ten wpis na poszczególne jej elementy.

*

TOREBKA

Wszystko zależy od tego, jak będę ją używała. Czy np. potrzebna jest w rozmiarze A4, bo chcę zabierać w niej dokumenty i czasem laptop? Czy mniejsza na co dzień? A może do ręki na imprezę? Rzadko kiedy kupuję torebki w stacjonarnych sklepach. Gdy już zdecyduję o jej wielkości to następnie wyszukuję kilka różnych modeli na stronach sklepów Internetowych. Czytam dokładnie opisy, sprawdzam nawet linijką centymetry i jeśli mam taką możliwość to dopiero wtedy zamawiam do sklepu dwa lub trzy modele celem podjęcia ostatecznej decyzji. I tę torebkę właśnie tak kupiłam. Chyba, że jestem gdzieś na wakacjach. Wtedy często już mam zaplanowane co dokładnie chciałabym kupić i w jakim sklepie. Nie podążam tutaj ślepo za modą bo szczerze mówiąc ostatni trend na wielką kopertówkę na dzień dzisiejszy jakoś nie przypadł mi do gustu. Kto wie, może z biegiem czasu się to zmieni. Podobno potrzeba dwóch lat od premiery, aby zobaczyć nowe trendy na szarych ulicach.

BUTY

Moja wielka miłość. Kiedyś brałam pod uwagę tylko wysokie szpilki, dziś jestem mądrzejsza i mam w swojej szafie również inne obuwie. Ale fakt jest taki, że jak tylko założę je na nogę to od razu trzymam piękny pion i się nie garbię, a do tego czuję się totalnie kobieco. Latem nie mam problemu, żeby biegać w klapkach czy adidasach, ale w pozostałych porach roku trudno jest mi się przekonać do innego rodzaju obuwia. Oczywiście to nie jest tak, że zimą zakładam buty na obcasach i latam po śniegu, ale częściej wybieram botki na grubszym słupku niż płaskie kozaki. Tak jak w przypadku torebek, kapeluszy czy płaszczy robię sobie pewne ograniczenia co do ilości, tak butów to nie obowiązuje. Zawsze znajdę dla nich jakieś miejsce 🙂 Dlatego nie zwracam szczególnej uwagi na witryny sklepowe, tylko zastanawiam się na to jaki rodzaj przydałby mi się, aby stworzyć fajną stylizację.

OKULARY

To moja druga miłość zaraz po butach. Uwielbiam te duże i te małe, okrągłe i kwadratowe, w mocnej oprawie i na cienkiej drucianej. Są dla mnie jak biżuteria. Im dziwniejsze tym lepsze. Niestety jednak, tak jak ubrania mogę zamówić przez Internet i z reguły trafiam w swój rozmiar, tak okulary kupuję tylko w sklepie. Muszą mi idealnie pasować i być wygodne. Do tego jest jeszcze jedna sprawa. Strasznie nie lubię jak opierają mi się na policzkach kiedy się uśmiecham. Patrząc wstecz kilka sztuk takich było, dziś może zostawiłam z sentymentu dwie. Okulary lubię nosić nawet jak jest ciemno, bo i na to znalazłam patent – kupuję jasne w jasnych oprawkach z jasnymi szkłami przez które widać mi oczy. Jest to świetne rozwiązanie kiedy niby nie ma słońca, a jednak razi.

UBRANIA

Co kilka miesięcy robię przegląd u siebie w garderobie. Wiem co w niej mam, bo wyciągam wszystkie kartony i dokładnie sprawdzam. Przy okazji odkładam na bok to czego już nie założę. Dzięki temu robię dodatkowe miejsce na nowe rzeczy, a starym daję nowe życie przekazując je dalej. Jeśli nie idę na zakupy w konkretnym celu to przechodzę się po całym sklepie kilkakrotnie. Biorę co mi wpadnie w oko i idę do przymierzalni. Pierwszy etap to sprawdzenie jak leży, drugi czy mam możliwość połączenia tego z rzeczami, które wiszą w domu. Czasem jak nie jestem do końca pewna to fotografuję metki z kodami. Dobrze się to sprawdza w momencie kiedy długo myślę o tej rzeczy w domu i w sumie dochodzę do wniosku, że chciałabym ją mieć. Dużo szybciej dzięki tym zdjęciom mogę je zlokalizować w sklepie Internetowym i zamówić. Jeśli natomiast podczas przymierzania w garderobie wszystko jest jak należy, to nie zastanawiam się dłużej i kupuję. Jednak po powrocie do domu nie odrywam jak oszalała wszystkich metek, tylko odkładam torby na bok na dwa lub trzy dni. Po tym czasie zaczynam je przeglądać, przymierzać, sprawdzać z innymi moimi rzeczami i odwieszam je w garderobie dalej z metkami, a paragon chowam do szkatułki. Z reguły mamy 30 dni na oddanie lub wymianę i ja z tego prawa korzystam. Jestem tylko kobietą i mimo, że naprawdę staram się kupować rozsądnie to też zdarza mi się zaszaleć i zabrać ze sobą kilka nieprzemyślanych sztuk, z którymi nie wiem co mam później zrobić. Dlatego warto zaczekać z odrywaniem metek do momentu kiedy faktycznie zdecydujemy czy dana rzecz ma z nami pozostać, czy jednak powinna wrócić do sklepu. Mam jeszcze taki plan, aby zakupić do garderoby osobny wieszak i na nim zostawiać nowe rzeczy do momentu ich ubrania. Muszę tylko znaleźć na niego miejsce.

I tutaj należałoby wrócić do drugiej części zadanego przeze mnie pytania. Fakt jest taki, że rzadko mają na mnie wpływ witryny sklepowe. Często nawet nie zwracam na nie uwagi. A co w tym jest śmieszniejsze to, to że dzisiejsza stylizacja jest dosłowną kopią manekina z ZARY. I nie kupiłam tej spódnicy oraz koszuli, bo ją tam widziałam. Wręcz przeciwnie, przechodziłam obojętnie obok niej przez kilka dobrych tygodni. I dopiero kiedy zobaczyłam ją na Instagramie u delfinashopping, wzięłam do przymierzalni 🙂 Dalsza historia była taka, że najpierw kupiłam samą koszulę. Ubrałam ją kilka razy i bardzo dobrze się w niej czułam. Pomyślałam wtedy, że świetnie prezentowałaby się z tą spódnicą, którą równie dobrze będę mogła założyć do czarnego golfu oraz grubego swetra. Po dwóch tygodniach od kupienia koszuli wróciłam więc po nią i nie żałuję tej decyzji.

Nie mam też takiego poczucia, że kogoś kopiuję w stylu. Mnie inni inspirują do eksperymentowania. Tym bardziej, że ja nie jestem osobą, która tylko chodzi ubrana klasycznie, albo rockowo, albo w samych pastelach. Lubię się zmieniać z każdą porą roku i też wiekiem. To co założyłam 10 lat temu nie ma już u mnie miejsca, chyba że jakieś fragmenty jak pasek czy naszyjnik. Niemniej jednak nie jestem typem człowieka, który podąża tylko jedną ścieżką. Czasem też potrafię założyć coś wbrew sobie tylko po to, żeby sprawdzić czy na pewno nie jest to dla mnie. W tym roku odkryłam kolor biały na nowo. Zawsze się go bałam, a teraz nie wyobrażam sobie bez niego lata. Jesienią zaczynam odkrywać czerwień. Powoli i na spokojnie, początkowo małymi dodatkami, aby przejść do większego “łał”. Nie boję się już, że ktoś coś o mnie będzie mówił. Przeszłam już ten etap i mam to gdzieś. Najważniejsze żeby mi samej ze sobą było dobrze. To czuć w środku i widać na zewnątrz.

koszula i spódnica – ZARA / torebka – FURLA / buty i okulary – JIMMY CHOO

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *