Jak odczarować niedzielną chandrę?

Podobno ludzie dzielą się na dwa typy osób. Jedni nienawidzą poniedziałków, z kolei drudzy nie znoszą niedzieli. Wszystkie te osoby łączy pewnego rodzaju problem z rozpoczęciem nowego tygodnia. Teoretycznie wpis ten mógłby mieć również inny tytuł, np. “Jesienne umilacze”. Niemniej jednak wszystkie moje działania oscylowały w okolicach weekendu i dodatkowo ja należę do drugiego typu osób, które kładąc się w sobotę wieczorem już są złe, że jak tylko się obudzą, będzie niedziela. Postanowiłam zatem przez cały październik testować pewnego rodzaju rozwiązania, które pomogłyby mi zmienić nastawienie do jakże pięknego okresu, jakim jest weekend…

Już od jakiegoś czasu zastanawiałam się co jest ze mną nie tak. Gdy tylko zbliżał się koniec tygodnia stawałam się coraz bardziej nerwowa. Zaczęłam nawet podejrzewać u siebie jakiś rodzaj depresji z tym związany, ponieważ wszyscy dookoła mnie cieszyli się z nadchodzących dni wolnych, a ja jak taka kosmitka miałam wrażenie, że naprawdę nie nierówno u mnie pod sufitem, skoro na samo to słowo dostawałam ciarki. Przyszedł czas na zmiany…

Zacznijmy jednak od samego początku.

Na start wyznaczyłam sobie kilka punktów, które jeden po drugim realizowałam i starałam się nie odpuszczać choćby nie wiem co. Już w trzecim tygodniu zauważyłam, że nie było to dla mnie tylko zadanie, a zaczynało się zmieniać w pewnego rodzaju codzienność.

SPRZĄTANIE

Pierwszym punktem, który stanowił dla mnie przygotowanie do weekendu to sprzątanie. Nie wiem jakie Wy macie wspomnienia z dzieciństwa, ale ja nigdy nie zapomnę dźwięku odkurzacza w sobotę z samego rana… Do dziś mam chyba traumę i awersję na ten sprzęt domowy, bo jak tylko pokazał się model zwany cichym odkurzaczem, był pierwszy na liście zakupów do nowego mieszkania. Zaraz za nim pojawiła się Roomba, która wyręcza mnie kilka razy w tygodniu, gdy ja jestem w pracy lub poza domem. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, ale trzeba też pamiętać przy niej o kilku rzeczach. Przede wszystkim nie zostawiać dużych śmieci na podłodze, pochować zabawki i klocki dziecka, podnieść z podłogi krzesła, które mają ramy a nie zwykłe nogi. Roomba zawiesi się na nich i nie ruszy dalej. Następnie rozładuje się i ostatecznie będziecie musieli wyciągnąć odkurzacz i dokończyć sami. Pomijając tę niedogodność jest to dla mnie najlepszy wynalazek do sprzątania.

Na Instastories pokazywałam Wam świetne kosmetyki do czyszczenia różnych rzeczy w mieszkaniu lub domu. Dla mnie jest to najlepsza alternatywa do wszystkich żrących chemikaliów. Raz pięknie pachną, dwa są bardzo tanie, trzy idealnie się sprawdzają. Z resztą wypróbujcie sami tutaj.

Wracając do sobotniego sprzątania w dzieciństwie już jako dorosła osoba postanowiłam, że u mnie w domu nigdy nie będzie się to odbywało w weekend. Tak więc pierwsze czynności z tym związane wykonuję już w czwartek. Mój syn również ma ustalone wycieranie kurzu w swoim pokoju tego dnia. Gdy wracamy ze szkoły od razu zabieramy się za lekcje, a zaraz za nimi za sprzątanie. Myję wtedy łazienki, pucuję kuchnię i inne kąty, które tego wymagają. Najpóźniej w piątek popołudniu wrzucam pranie z całego tygodnia, aby wieczorem móc już spokojnie usiąść z książką lub przed telewizorem.

ZAKUPY SPOŻYWCZE

To najnudniejsza rzecz jaką muszę wykonywać w życiu. Nie znoszę robić zakupów spożywczych więc do sklepu udaję się z listą i planem tego co w najbliższych dniach mam zamiar ugotować. Po sklepie poruszam się już na pamięć, dzięki temu skracam czas jak tylko to możliwe. Staram się robić zakupy przed weekendem. Najlepiej w czwartek lub ostatecznie w piątek. Oczywiście zdarza mi się jechać do galerii w sobotę, ale sporadycznie. W tym tygodniu zakupy zrobiłam już wczoraj. Chciałam uniknąć dzisiejszych tłumów przed dłuższym weekendem.

CZAS WOLNY

Do tej pory miałam wrażenie, że weekend to jedna wielka strata czasu. Szczególnie, gdy nic nie planujemy. Niby chcemy coś zrobić, ale ostatecznie zabieramy się za to za późno lub wcale. Nie chciałam, aby takie sytuacje ciągle się u nas powtarzały, kiedy np. nie mamy planów wyjazdowych.

Zaplanowałam zatem przygodę leśną w poszukiwaniu grzybów na śniadanie i obiad.

Kiedy Mąż doskonalił jazdę mojego syna na rowerze, ja mogłam się oddać całkowicie nowej lekturze czy obejrzeć kolejny bardzo ciekawy odcinek serialu na Netflixie.

Wieczorem wybierałam ciekawy film o lekkiej tematyce. Najczęściej komediowej lub romantycznej.

MOJE UMILACZE

Bardzo fajnym pomysłem jest również zakup nowych dodatków do naszej garderoby. Mogą to być np. fantazyjne rajstopy, które założycie wychodząc na obiad do restauracji lub na randkę. Kolanówki do ulubionej tuniki lub bielizna. Nie chodzi o to, aby co tydzień robić takie zakupy, a o to, aby właśnie te rzeczy ubierać np. tylko w weekendy. Gdy w tygodniu otwierając szufladę w garderobie w poszukiwaniu ubrań do pracy, wpadnie Wam w ręce właśnie taki weekendowy zakup, to zapewne uśmiech pojawi się na Waszej twarzy na wspomnienie poprzedniego lub plany związane z kolejnym weekendowym szaleństwem.

U mnie tym razem padło na piękną koszulkę nocną oraz szlafrok na jesienne wieczory z Intimissimi.

Lubię też świeże, cięte kwiaty, więc gdy tylko mam okazję kupuję je i roznoszę po całym mieszkaniu.

PORANKI

Mimo, że lubię niespieszne poranki to bardzo cenię sobie wczesne wstawanie w weekendy. Specjalnie nastawiam sobie budzik, żeby jeszcze przed wszystkimi domownikami wstać i wypić w ciszy herbatę. Czasem z widokiem na miasto, czasem jeszcze w łóżku. W ubiegłe lato spędzałam tak czas na tarasie kiedy miasto budziło się do życia. Bardzo lubię ten moment i szkoda, że nie jestem w stanie zmobilizować się do jeszcze wcześniejszego wstawania.

Mam to szczęście, że wszyscy lubimy słodko-słone śniadania. Mi nie wystarczą same naleśniki, bo mimo, że się nimi najem to i tak czegoś mi brakuje więc i kanapka musi być. Zaplanowałam, że co tydzień w jeden dzień weekendu będę robiła tzw. “śniadanie na bogato”. Zawsze coś na ciepło, coś innego i przede wszystkim smacznego.

Na naszym stole pojawił się mi.in. Dutch baby (pieczony naleśnik) z przepisu Kasi Tusk w towarzystwie wyśmienitych tostów i jajek sadzonych

Naleśniki i jajecznica z grzybami

Placki drożdżowe i znów jajecznica z grzybami

WYJĄTKOWE OBIADY

Podobnie było z obiadami. Chciałam od czasu do czasu zaskoczyć moich domowników nową potrawą. Oczywiście co tydzień pojawiał się na naszym stole rosół na wyraźną prośbę najmłodszego domownika. Były kotlety, klopsy, pieczeń w sosie. Jednak wyróżnienie w tym miesiącu należy się makaronowi w sosie serowym z grzybami i pietruszką. Przepis znalazłam u Zosi Cudny i nie omieszkałam go wypróbować.

A Wy możecie znaleźć go tutaj.

DESERY

Weekend to również czas deserów. I tu znów cofnę się do dzieciństwa. Nie pamiętam weekendu, w którym moja mama nie upiekłaby ciasta na niedzielę. Bardzo mile wspominam ten okres w swoim życiu i chciałabym mieć tyle samozaparcia, aby tak często serwować swojej rodzinie domowe wypieki.

Tiramisu z przepisu włoskiej mamy, z którym podzieliła się Agnieszka Trolese w swoim ebooku o Włoszech.

Robiąc ten deser nie mogłam zapomnieć o tym, że odwiedza nas młoda mama więc dla niej specjalnie przygotowałam wersję bez surowych jajek i alkoholu. Podobnie jak dla mojego syna. Pucharki zaznaczyłam specjalną naklejką, żeby czasem mi się nie pomyliły w ferworze walki z kawą.

Drożdżówka

Moja pierwsza w życiu drożdżówka wyszła wspaniale i myślę, że była to zasługa przepisu Julii Oleś, który znajdziecie na jej Instagramie w zapisanych relacjach. Jest tak prosty w odtworzeniu, że naprawdę nie może się nie udać.

*

PODUSMOWANIE

Po całym tym miesiącu wiem, że w momencie kiedy przygotuję się na weekend mam zupełnie inne nastawienie. Oczywiście nie planuję nic na sztywno, gdyż to też potrafi ograniczać w działaniach, ale staram się o ile to możliwe trzymać np. wyznaczonych dni na sprzątanie czy zakupy spożywcze. Dodatkowo robię sobie małe przyjemności w postaci nowej książki, dobrej kolacji, seansu z popcornem. Planuję śniadania czy inne posiłki przez co dużo sprawniej idą mi zakupy. Szczerze mówiąc jeszcze rok temu czytając ten tekst pomyślałabym, kurczę ale ktoś ma problemy. Ale kiedy zaczyna działać na nas monotonia tygodnia to przekłada się to również na dni wolne. Od kiedy mój syn poszedł do szkoły mam wrażenie, że moje życie krąży dom-szkoła-praca-szkoła-dom. I tak w kółko. Bardzo chciałam to zmienić, aby okres jesienno – zimowy była dla nas przyjemny. Kiedy jak nie w weekendy nadrabiać wszystko to co odkładamy w tygodniu. A tu przydaje się dobry plan i świetne zorganizowanie w dni powszednie.

Mam nadzieję, że ten wpis będzie pomocny dla tych, którzy jak ja nie lubią niedzieli. Być może jeśli wprowadzicie te kilka zasad, które sama sobie ustanowiłam zobaczycie, że weekend nie taki straszny, a jego koniec wcale nie musi przyprawiać Was o dreszcze. A jeśli macie jakieś ciekawe rozwiązania jak ujarzmić ten zły nastrój związany z powracającym tygodniem to podzielcie się nimi w komentarzu. Bardzo chętnie je poznam i być może sama zastosuję 🙂

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *