Krótki przystanek w Paryżu. Jak wygląda podróż do centrum Europy w dobie koronawirusa?

Długo zastanawiałam się jak spędzimy tegoroczne wakacje. Nie ukrywam, że byliśmy już stęsknieni za całą tą ekscytacją związaną z organizacją podróży. Jeszcze przed zamieszaniem, jakie wprowadził w nasze życie wirus. Mieliśmy wiele pomysłów na ten okres i nie tylko. Przepadły nam trzy wyjazdy i baliśmy się, że wprowadzony lock down zatrzyma nas w domu jeszcze dłużej. Kiedy rozpoczeły się działania zmierzające do zmieniejszenia restrykcji oraz powolne otwieranie granic, podchodziliśmy do tego z ogromną rezerwą. Oczywiście braliśmy pod uwagę lot samolotem, ale bardzo szybko zweryfikowaliśmy ten plan ze względu na ryzyko związane z możliwością odbycia obowiązkowej kwarantanny, jeśli okazałoby się, że leciał z nami ktoś, kto był chory. Tak więc plan związany z podróżą samochodem po Francji wrócił jak bumerang i na dwa tygodnie przed wyjazdem zabukowałam pierwszy hotel. Przez kolejny tydzień nie robiłam nic w związku z naszymi wakacjami, aż przypadkowo znalazłam hotel w Paryżu, który zyskał naszą aprobatę, głównie dlatego, że był blisko Pól Marsowych, a cena nie zwalała z nóg. I tak zaczął się tworzyć plan wakacyjny.

W drodze…

Poza jednym przystankiem w Niemczech na tankowanie i krótki posiłek na stacji, gdzie musieliśmy wpisać się na listę podając nasze dane oraz numer telefonu. Oraz drugim, gdzie zatrzymaliśmy się na nocleg w hotelu, w którym drzwi wejściowe otwieraliśmy na kod, a śniadanie otrzymaliśmy w papierowych pudełkach do pokoju, obyło się bez większych niespodzianek.

Naszą przygodę rozpoczęliśmy od wspomnianego Paryża.

Już od pierwszego dnia nie marnowaliśmy czasu mimo, że mieliśmy za sobą kilkunastogodzinną drogę samochodem. Paryż tym razem był marzeniem mojego syna, który bardzo chciał zobaczyć Wieżę Eiffla. Początkowo sceptycznie podchodziliśmy do tego miejsca pamiętając co działo się niedawno. Kiedy ostatecznie zdecydowaliśmy się na ten krok, braliśmy pod uwagę dwa noclegi, z których zrobiły się ostatecznie trzy. Nie chcieliśmy wjeżdżać do miasta w środku Święta Narodowego więc przyjechaliśmy dzień wcześniej. Zameldowanie przebiegło bez zmian, no może poza tym, że dezynfekowaliśmy ręce przed odebraniem kluczy. Jednak skutki koronawirusa dały się nam we znaki już od samego początku. Pierwsza najbardziej zauważalna rzecz na ulicach to dużo mniej turystów. Druga to minimalna liczba turystów spoza Francji. Samochody z obcą tablicą rejestracyjną to była rzadkość. Początkowo czuliśmy się bardzo dziwnie, ale widząc uśmiechy sklepikarzy, zagadujących nas kelnerów oraz taksówkarzy zrozumieliśmy, jak wiele dla nich znaczy każdy turysta. Dla nas też było to nowe doświadczenie, kiedy swobodnie przemieszczaliśmy się z miejsca na miejsce nie idąc w tłumie ludzi. Mam wrażenie, że Paryż nie wygląda nawet tak poza sezonem. Nie czeka się w kolejkach do restauracji, cukierni czy muzeum. Nie wdziałam też tłumów na Wieży.

A CO Z RESTRYKCJAMI?

Francja była jednym z pierwszych Państw, które bardzo szybko wprowadziło ostre restrykcje już po kilkuset zachorowaniach w marcu. Dzisiaj pani w sklepie potwierdziła mi wczorajsze słowa kelnera, że to było coś strasznego, na co nikt nie był przygotowany. Z dnia na dzień na ulicach zrobiło się pusto, a bijący licznik osób zarażonych wprowadzał ponury nastrój. Miasta wymarły na trzy miesiące. Dziś kiedy mamy możliwość przemieszczania się, mam wrażenie, że trochę o tym zapomnieliśmy. Niestety prezydent Macron w swoim orędziu wygłoszonym w Dniu Święta Narodowego już zapowiedział powolne przywracanie restrykcji z końcem lipca. Mieszkańcy chwalą sobie zasady jakie były wprowadzone na początku pandemii i zdają sobie sprawę z tego, że znów będą musieli zwolnić, aby na jesieni być przygotowanym na najgorsze. Podchodzą do tego spokojnie, ale strach ogólny jest lekko wyczuwalny.

Obecnie standardy jakie należy zachowywać to przede wszystkim dbanie o czystość rąk, zachowanie dystansu oraz noszenie maseczek w przestrzeniach zamkniętych i komunikacji publicznej. Nie dotyczy to oczywiście restauracji oraz kawiarenek. Niemniej jednak dużo więcej widzę osób, które noszą maseczki nawet tam, gdzie teoretycznie można byłoby je zdjąć. Jest również zakaz zgromadzeń publicznych, o czym przekonaliśmy się 14 lipca, kiedy chcieliśmy zobaczyć pokazy sztucznych ogni. Wracając z centrum i chcąc dojść do hotelu musieliśmy się legitymować w różnych częściach miasta. W hotelu dowiedzieliśmy się, że potworzono specjalnie strefy po to, aby ludzie nie gromadzili się w jednym miejscu. Już od godziny 16:00 utworzone były barykady z policją, która kontrolowała przejścia.

W sklepach tak jak wspominałam obowiązkowo maseczka i dezynfekcja rąk oraz ograniczona liczba osób w danym momencie na sali. Do tego bardzo często wyznaczony kierunek oglądania asortymentu oraz brak możliwości brania samodzielnie w ręce produktu, który chce się obejrzeć lub zakupić (np. w sklepie LEGO lub perfumerii DIOR). Oczywiście te zasady stricte nie obowiązują w każdym sklepie, ale mimo to widać różnicę w porównaniu z wcześniejszymi “normalnymi” zakupami.

Czy Francuzi przestrzegają nowych zasad współżycia publicznego? W większości tak, chociaż są też takie miejsca jak chociażby Ogród Botaniczny Jardin des Tuileries, gdzie chyba zapomniano o tym co to wirus i jakie są jego konsekwencje.

SMUTNY WIDOK

Kiedy byłam w Paryżu dwa lata temu i tego roku w marcu w życiu nie przypuszczałam, że te dwa wyjazdy będą się tak różniły od kolejnych. Siedząc niejednokrotnie w kafejkach rozmawiałam z mężem przy kawie na temat obecnej sytuacji i tylko jedno przychodziło nam na myśl – autentyczny smutek. Przykro nam było patrzeć na te puste restauracje, gdzie nie było zajęte ani jedno krzesło w czasie kolacji lub popołudniowej kawy. Kelnerzy zwracali nam uwagę, że niektóre miejsca stoją całkowicie puste, a wiele innych po prostu zostało zamkniętych.

Czy dawne czasy wrócą, trudno na dzień dzisiejszy powiedzieć. Miejmy nadzieję…

My Paryż już opuściliśmy i ruszamy dalej na południe. Przed nami trochę sielskości i plażowania. Zobaczymy też jak w innych regionach wygląda życie w dobie koronawirusa.

Do usłyszenia zatem niebawem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *