Idzie wiosna. Czas na odświeżenie garderoby. Ale jak to robić z głową?

Uwielbiam zmiany pór roku. Przede wszystkim dlatego, że każda z nich niesie coś nowego. Jesienią już się nie mogę doczekać długich wieczorów z książką lub dobrym filmem, zapalonych świec i czerwonego wina. Zimą ogarnia mnie szaleństwo świąteczne i coroczne oczekiwanie na białe szaleństwa. Natomiast wiosną i latem czuję, że odradzam się na nowo, bardziej pilnuję swoją dietę, więcej przykładam się do ćwiczeń no i wracam do moich ukochanych podróży po Europie.

Do tego wszystkiego dochodzi zmiana stylu życia i zawartości garderoby. W tym drugim przypadku nie mówię tylko o wymianie ubrań na nowe, ale ogólnie o małym przemeblowaniu. Z każdą porą roku potrzebuje zmian w swoim otoczeniu. Ale nie robię tego cztery razy w roku, dwa w zupełności mi wystarczą. Wszystko zaczyna się w momencie największych zmian pogodowych, czyli wiosną oraz jesienią.

Jako, że przed nami nowa pora roku i początek pięknej ciepłej pogody, zbliża się u mnie czas na porządki zarówno na tarasie jak i w garderobie. Prawie wszystkie rzeczy po Świętach już pochowałam [zostały mi dwie poduszki i jedna ozdoba], zabrałam się już za pranie, kolejną zmianę pościeli, kupiłam drugie tulipany, wyjęłam nowe świece i myślę o tym jakie kwiaty pojawią się w tym roku na tarasie. To z takich rzeczy domowych. Natomiast po raz kolejny zabiorę się za swoją garderobę. Czekają mnie zarówno porządki jak i zakupy.

Nie będę ukrywała, że kocham robić zakupy na nowy sezon. Ale z roku na rok mam wrażenie, że szaleję coraz mniej. Jeszcze dwa lata temu byłabym w galerii przynajmniej raz w tygodniu, po to aby zobaczyć co nowego pojawia się na witrynach i jakie rzeczy będą modne w tym sezonie. Nie kupowałam oczywiście co tydzień czegoś nowego, ale musiałam wiedzieć co w trawie piszczy. Tym razem, bardzo mocno trzymam się postanowienia noworocznego i staram się jak najmniej kupować w najbardziej znanych sklepach z sieciówek. Oczywiście mam tu na myśli Zarę, H&M, Reserved, Massimo Dutti czy Stradivarius. I w całym tym postanowieniu nie chodzi o to, aby nie kupować ubrań wcale, ale większą uwagę skupić na jakości, miejscu gdzie są szyte, z jakich materiałów są zrobione itp. Absolutnie nie wystrzegam się zakupów jako takich, ale chcę uniknąć przepełnienia garderoby sezonowymi ubraniami na raz. Nie będę ukrywała, że pandemia i obostrzenia zrobiły swoje i nie mam już ochoty biegać tak po sklepach jak kiedyś. Zdarza mi się wyjść na zakupy, ale w tym roku zrobiłam to tylko dwa razy kupując bieliznę i wymieniając część zakupionych rzeczy na inne rozmiary. Bieliznę kupuję średnio trzy razy w roku. Z reguły na początku roku, kiedy pojawiają się nowe wiosenne kolekcje, latem zazwyczaj przed urlopem i krótko przed zimą.

Wracając jednak do wiosny i lata oraz zawartości mojej garderoby oraz zakupów. Jak to będzie wyglądało w tym roku? Czy skuszę się jednak na zakupy w sieciówkach? Czy zamierzam wymienić całą zawartość moich szaf?

Być może odnosisz wrażenie, że od kiedy porządnie zajęłam się tematem moich ubrań oraz zaczęłam pisać o nich posty, tworzyć tygodniowe wieszaki, a zaraz za tym stylizacje do pracy to moja szafa wciąż ewoluuje, ale też mocno się przeobraża. Wszystko to jest prawdą, ale ilość nowych rzeczy, która do niej trafia jest relatywnie dużo mniejsza niż jakieś dwa, trzy lata temu. Wszystkiemu “winna” jest metoda jaką przyjęłam odnośnie kupowania ubrań. Odpowiadając na powyższe pytania muszę napisać, że będzie to w tym roku wyglądało inaczej, pewnie skuszę się na jakieś pojedyncze egzemplarze z sieciówki i nie, nie zamierzam wymienić całej zawartości mojej szafy 🙂

Po pierwsze, myślę, że każda z nas lubi mieć coś nowego; po drugie moje zakupy od trzech lat wyglądają zupełnie inaczej niż dotychczas; po trzecie dzięki temu, że kupuję inaczej trudniej jest mi z pewnymi ubraniami rozstać się tak po prostu. Dlaczego? Na to pytanie niestety nie ma prostej odpowiedzi, ale bardzo chętnie przeprowadzę Cię przez etap zmiany myślenia na temat ubrań i mody pokazując Ci, czym kieruję się dziś przygotowując się na nowe sezony.

ETAP 1 – PRZYGOTOWANIE GARDEROBY

To właśnie w tym momencie jako pierwsze powinnaś się zabrać za uporządkowanie swoich ubrań. Jeśli jesteś już w tym wprawiona możesz przejść do kolejnego punktu. Natomiast jeśli dopiero zaczynasz zajmować się tym na poważnie, ale nie wiesz jak się do tego zabrać, to muszę odesłać Cię do wpisów z ubiegłego roku, które krok po kroku przeprowadzą Cię przez proces sprzątania i uporządkowania zawartości Twojej garderoby. Pierwsze trzy wpisy, które pomogą Ci się rozprawić z porządkami znajdziesz TUTAJ, TUTAJ i TUTAJ.

ETAP 2 – PRZYGOTOWANIE DO ZAKUPÓW NA NOWY SEZON

To jest ten cudownie miły moment kiedy możemy sobie powizualizować, jak będziemy wyglądały tej wiosny. Czy chcemy może zmienić trochę styl, albo zaszaleć z jakąś częścią garderoby lub postawić na dodatki. Dobrze się zastanów czego chcesz, bo bez tego nie ruszysz dalej. Kupowanie trochę tego, trochę tamtego do niczego dobrego nie prowadzi. Dobrze wiem co mówię. Kiedy 11 lat temu prowadziłam blog o tematyce modowej, jako narzędzie do napisania pracy magisterskiej, musiałam nie tylko śledzić mnóstwo stron, ale także publikować własne posty. Aby to robić musiałam również kupować nowe ubrania pod stylizacje. Kupowałam dokładnie to co było modne i nadawało się tylko do jednego, no może dwóch zestawów. Skończyłam z ogromną ilością niepotrzebnych ubrań, które ostatecznie rozdałam, ponieważ się w nich nie czułam lub do mnie nie pasowały. Wierz mi, do tego na pewno nie chcesz dopuścić, więc musisz znaleźć dla siebie pomysł.

Zdradzę Ci jak to wygląda u mnie…

Jako, że od trzech lat buduję na nowo swoją garderobę, w tym roku dalej chciałabym kontynuować założony cel. Moje ubrania mają być przede wszystkim ponadczasowe, dobrej jakości, w całości dopasowane do mojego stylu życia i wizji jak chcę w nich wyglądać. Są fasony i materiały, których się wystrzegam z różnych względów i mimo, że je mierzę, to z każdym razem utwierdzam się w przekonaniu, że jednak do mnie nie pasują.

Bardzo lubię ubrania klasyczne z lekką nutą romantyzmu, elegancji, a także seksapilu i szaleństwa. Zdarza mi się w chwilach poszukiwań zboczyć na inne tory i wtedy zanurzam się w świat rocka i sportu. Ja wiem, że na początek to za duże przeciwieństwa, ale uwierz mi da się to pogodzić. Inaczej ubieram się w miesiącach zimowych, kiedy stawiam na cięższe zestawy, a inaczej w letnich, gdy królują zwiewne materiały. Dodatkowo bardzo lubię dopasowywać ubrania do miejsc w jakich przebywam, szczególnie na wakacjach kiedy, noszę ubrania takie, których w większości nie założyłabym w Polsce. Dlaczego? Inna mentalność, temperatura i rzeczy, które w tym czasie robię. Wakacje rządzą się swoimi prawami i tak naprawdę jest to temat na osobny wpis. Mimo, że od czasu do czasu będzie się on tutaj przewijał, to zapewne zabiorę się za niego bliżej wakacji.

Skupiając się na tu i teraz chciałabym, aby moja zawartość garderoby przede wszystkim w 100% pasowała do mnie i mojego stylu. Absolutnie nie zamykam się tylko i wyłącznie na klasykę, bo pewnie bardzo szybko bym się znudziła. Ale ona jest dla mnie punktem wyjściowym, do którego dobieram pozostałe ubrania.

Już od jakiegoś czasu tworzę sobie listę ubrań, rzeczy, dodatków, które na dany sezon chciałabym mieć. Robię sobie taką listę na kartce spisując co to miałoby być.

Powyższe zdjęcie oddaje dokładnie jakie ja chciałabym zakupić rzeczy. Lista ta może wydawać się bardzo długa, ale jeśli się jej dobrze przyjrzeć to są to ubrania typowo klasyczne, ponadczasowe i z dużym potencjałem, jeśli chodzi o tworzenie stylizacji. Są one idealnie dopasowane do zawartości mojej garderoby i świetnie się połączą z ubraniami, które już posiadam tworząc nowe piękne zestawy. Poza tym czarne i beżowe buty muszę wymienić na nowe, bo moje wyglądają już okropnie…

ETAP 3 – REALIZACJA

Następnie tworzę w przeglądarce nowy folder o nazwie ZAKUPY 2021. Zapisane rzeczy na kartce wyszukuję w internecie i linki z odnośnikiem wrzucam w utworzony wcześniej folder. Taką listę zaczynam tworzyć już od połowy lutego. Kiedy pojawiają się nowe kampanie w moich ulubionych sklepach również je oglądam i sprawdzam co tam nowego. Jeśli coś mi się spodoba spoza listy, to dorzucam do pozostałych rzeczy. Za każdym razem kiedy chcę się wybrać do sklepu stacjonarnego na takie luźne zakupy w pierwszej kolejności siadam do komputera i oglądam ubrania, które znalazłam wcześniej. Zastanawiam się, oglądam, sprawdzam ceny i analizuję, czy już jest czas na ich zamówienie. Czasami determinuje mnie do tego weekendowa obniżka. Zdarza się, że po takich oględzinach decyduję się zamówić kilka ubrań i rezygnuję z wyjścia na zakupy. Staram się być w tym konsekwentna, ale nie ukrywam, że od czasu do czasu zaszaleję, jak chociażby ostatnio z bielizną, którą pokazywałam na Instagramie.

Jakie ubrania wybieram?

Po pierwsze, poza dopasowaniem do stylu przede wszystkim z dobrych materiałów. Eliminuję krok po kroku poliester. Na dzień dzisiejszy mam w swojej garderobie kilka ubrań, które są w 100% uszyte z tego materiału. Dlaczego ich nie oddałam? Bo strasznie mi się podobają i mimo iż wiem, że mam na sobie plastik to estetyka niestety tutaj wygrała. Można byłoby uznać to za moją porażkę, ale prawda jest taka, że ja się też cały czas uczę i dochodzę do pewnych wniosków. Skoro mam te ubrania w szafie to są dwa wyjścia: mogę je po prostu wyrzucić, albo dać im dwa trzy sezony, nie kupując w tym czasie kolejnych ubrań w zamian i nie przyczyniać się dalej do dokładania kolejnej cegiełki na stertę ubrań, które niepotrzebne zalegają na naszej planecie. To tak jakby wyrzucić do śmieci słomki plastikowe, które mam kuchni tylko dlatego, że ograniczam plastik. Mogę przecież je zużyć i dopiero wtedy wyrzucić. No więc wyszłam z założenia, że skoro już mam takie ubrania, podobają mi się, lubię je i dobrze się w nich czuję, to nie będę się ich pozbywać, tylko dlatego, że kładzie się obecnie nacisk na jak najbardziej naturalne materiały. Kupując nowe, staram się ten materiał eliminować zamieniając go chociażby na wiskozę, a najlepiej bawełnę, len czy jedwab.

Po drugie, takie które są wygodne. Nie ma nic gorszego jak za ciasna gumka spódniczki w pasie, za mało miejsca w marynarce na plecach lub za krótka sukienka. Nauczyłam się, żeby nie akceptować takich niedogodności. Jeśli nie ma dla mnie większego rozmiaru lub coś po prostu nie leży to bólem serca, ale rezygnuję. Ubrania nie zawsze się do nas dopasują czy wyciągną w praniu i kiedy coś naprawdę mi się podoba, ale widzę, że się ciągnie lub nie mogę zrobić szybkiego ruchu bo boję się, że coś pęknie odsyłam do sklepu. Najlepszy przykład, to jedna z przepięknych jedwabnych sukienek Lovlisilk. Niestety mój biust się nie mieścił, fason był przygotowany na mniejszą miseczkę i mogłabym się uprzeć, że w sumie nie ma tragedii, ale jednak coś było nie tak. Zakładając ją cały czas bym poprawiała w newralgicznych miejscach i na pewno byłoby widać, że nie czuję się w niej komfortowo. To samo dotyczy w rozmiarów. Kiedyś nie dopuszczałam do siebie myśli o tym, żeby kupić inny niż standardowo nosiłam. A teraz mam w swojej garderobie cały przedział rozmiarówki i nie raz ekspedientki dziwią się, że chcę M lub L, bo przecież w S spokojnie się zmieszczę. Cieszę się, że w końcu się w tego wyzbyłam.

Po trzecie, nie ulegam całkowicie trendom. Oczywiście lubię nowinki modowe i sprawdzam co tam ciekawego będzie na dany sezon, ale nie muszę mieć od razu 10 rzeczy z nowości. Czasami wystarczą dwie, nawet takie które za rok już będą niemodne. Na szczęście rynek modowy bardzo się zmienia i nie ma już czegoś takiego jak rzeczy niemodne. Cały czas wracamy do sezonów sprzed 10, 20, 30 lat i trochę je tylko odnawiamy dodając inny kolor, nowe kieszenie czy jakieś napisy. Mam w swojej szafie od 8 lat szerokie dzwony. Są idealnie dopasowane do mojej sylwetki i nie mam potrzeby kupowania w tym roku nowych bo są trochę inaczej uszyte. Także zawsze warto wcześniej sprawdzić co już mamy i czy na pewno musimy mieć nowsza wersję.

Po czwarte, dodaję nowy kolor. Jeszcze nie wiem jaki będzie w tym roku dla mnie najlepszy. Zauważyłam, że idealnie czuję się w bieli, beżu, szarości, czerni i czerwieni. To są moje podstawowe kolory i na nich będę opierała wiosenno-letnie stylizacje. Ale na pewno spróbuję dołożyć coś całkiem nowego, może żółty?

MOJE MUST HAVE NA SEZON WIOSNA-LATO 2021

A teraz zdradzę Ci kilka rzeczy, jakie chciałabym, aby znalazły się w tym roku w mojej szafie. Będą to same klasyki i już się nie mogę doczekać kiedy, będę mogła je założyć.

BUTY – czarne zamszowe szpilki, cieliste szpilki, białe szpilki, czarne sandały [LIU JO, RED VALENTINO]

KOSZULE – trzy jedwabne: biała (jeszcze nie znalazłam tej idealnej), czarna i beżowa [LOVLISILK, ICON]

SPODNIE – jeansy, beżowe szorty w kant [LEVI’S, COCHO]

BIŻUTERIA – kolczyki i pierścionki[BERRIES&CO]

To tylko część mojej listy, można na niej jeszcze znaleźć sukienki, ubrania na wakacje oraz sportowe. Ale mając właśnie tę listę, wiem co naprawdę mi się przyda i nie zaszaleję z kupowaniem ubrań totalnie oderwanych od mojej wizji.

Mam nadzieję, że ten post pomoże Ci znaleźć rozwiązanie dla Twojej garderoby, a stworzenie takiej listy przyniesie Ci dużo zabawy i satysfakcji. Pamiętaj o jednym, nic na siłę. Jeśli nie masz potrzeby tworzenia listy, to jej nie rób. Każda z nas zna siebie i wie jaka metoda jest niej najlepsza. Życzę Ci powodzenia w szykowaniu się na wiosnę, która nadejdzie niebawem.

xoxo

Marta

Jeden komentarz

  1. Pingback: Stylizacje do biura – SUKIENKA – love_travel_shopping by Marta

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *