MODOWE PEREŁKI

– jak powstała moja mała kolekcja?

*

Długo zastanawiałam się od czego powinnam zacząć ten wpis. Zakupy produktów marek luksusowych wzbudzają wiele emocji. Nie zawsze tych pozytywnych, bo wszystkiemu winne są pieniądze. Wiadomo, że są to bardzo drogie rzeczy i większości osób na nie po prostu nie stać. Ale uważam, że nie powinno to wpływać tak bardzo na ocenę innych. Dlaczego osoba, która świeci od góry do dołu markowym logo uznawana jest najczęściej za próżną, a druga również ubrana w niebotyczne kwoty, gdzie logo jest mało widoczne, uważana jest za po prostu pięknie ubraną. Szczerze? Nie mnie oceniać, bo każdy z nas ma swój styl i niech każdy nosi się jak chce.

Natomiast uważam, że to jakie ktoś robi zakupy, powinno zostać tylko i wyłącznie w gestii kupującego. Jeśli kogoś stać i nie robi przy tym krzywdy innym osobom, to tak naprawdę nie powinno to wpływać na jej ocenę. W końcu wszystko jest dla ludzi!

Nigdy nie zazdrościłam żadnej osobie markowych ubrań. No może gdy byłam w gimnazjum i modne były buty marki Adidas z trzeba paskami, a moich rodziców nie było stać na takie przyjemności dla mnie. Ale ten wpis nie jest o markach obecnie powszechnie dostępnych w sklepach sieciowych, tylko o tych, które często pozostają tylko w sferze marzeń.

Kiedy kupiłam pierwsze wymarzone luksusowe buty…

Nie wiem czy pamiętasz tę scenę z filmu “Fifty Shades Darker”, kiedy Anastasia pozbywa się bielizny w restauracji, przeciągając ją przez najseksowniejsze szpilki jakie do tej pory widziałam. O matko! Co to były za buty!

Marzyłam o tym, aby Jimmy Choo “towarzyszył” mi na moim ślubie. Ale niestety wydatki wiązane z uroczystością oraz wyjazdem rodzinnym skutecznie pogrzebały moje marzenie. Nie żeby było mi z tego powodu jakoś strasznie smuto. Gdybym miała wybierać buty czy rodzinny wyjazd, oczywiste jest, że po raz kolejny wybrałabym to drugie. Ale wiesz jak to jest, kiedy wybierasz suknię, dodatki, torebkę i buty. Wszystko powinno być perfekcyjne. Obiecałam sobie więc, że spełnię swoje marzenie na pierwszą rocznicę ślubu, którą planowaliśmy świętować w Paryżu. Miejsce idealne zarówno na niezłą fetę, jak i na zakupy. Tak jak postanowiłam, tak właśnie zrobiłam. Znając swoje plany ograniczyłam codzienne wydatki i zaczęłam co miesiąc odkładać pieniądze od razu kupując Euro. Spowodowało to, że nie miałam do nich fizycznie dostępu i spokojnie czekały na swój czas. Czy było warto? No pewnie! Uwielbiam te buty i chociaż jestem w stanie wytrzymać w nich tylko kilka godzin, bo nie posłuchałam ekspedientki, aby wziąć pół rozmiaru większe i pewnie to był błąd [i tak jak nie słucham takiego typu rad na codzień, to od tego momentu zawsze biorę je pod uwagę], to do dziś jestem zadowolona z tego zakupu.

I tak zaczęła się moja przygoda z markami luksusowymi.

Co roku na rocznicę ślubu kupuję sobie jakiś prezent sama od siebie. Ustaliliśmy z mężem, że nie będziemy robili sobie niespodzianek z okazji tego dnia, a przeznaczymy odpowiednią kwotę na krótki wyjazd we dwoje. I to się świetnie sprawdza. A ja mam przy okazji możliwość powiększenia swojej prywatnej kolekcji o kolejne cudeńka kupując je w sklepach stacjonarnych. Żałuję tylko, że nie mam córki, bo z przyjemnością przekazałabym jej moją niewielką kolekcję, kiedy już nadeszłaby odpowiednia chwila.

Kiedy planuję zrobić takie zakupy zawsze stosuję tę samą zasadę jeśli chodzi o finanse. Odkładam co miesiąc na nie pieniądze. I bez wyrzutów sumienia spełniam swoje kolejne małe marzenia. Musiałam się tego nauczyć, bo na początku zawsze po, nachodziły mnie myśli, że wydałam tyle czy tyle, a mogłabym za to zrobić to czy tamto.

Zakupy w sklepach stacjonarnych zostawiam sobie na rocznicę ślubu i wakacje. Zawsze jesteśmy w jakimś dużym mieście lub przejeżdżamy obok outletów, więc przestałam kupować podczas wakacji mnóstwa pierdół i wszystkie te pieniądze, które przeznaczałam do tej pory na sukienki, torebki itp., inwestuję w kilka rzeczy, które wykorzystuję w swoich stylizacjach na co dzień.

Zakupy przez Internet

Natomiast zdarza mi się również kupować pewne produkty przez Internet. Nie są to może rzeczy z górnej półki, bo takie, powiedzmy sobie szczerze, bałabym się tak kupować [chyba, że już coś mierzyłam wcześniej i zamawiam bezpośrednio od producenta], ale równie piękne i stosunkowo drogie. Jeśli chcę sobie kupić jakąś torebkę lub buty sprawdzam cenę w kilku miejscach, najczęściej:

ZALANDO

MY THERESA

GOMEZ

CHIARA

EOBUWIE

ZALANDO LOUNGE

NA STRONIE PRODUCENTA

Porównuję przede wszystkim ceny, koszt przesyłki, dodatkowe rzeczy tzw. gadżety [ozdobne pudełko, zapakowanie na prezent, możliwość dołączenia liściku itp.], czas oczekiwania i możliwość zwrotu. Kiedy już wybiorę odpowiednią dla siebie platformę, to po prostu składam zamówienie. Jeszcze nie zdarzyło mi się, żeby coś nie dotarło, albo żebym nie mogła czegoś zwrócić.

Sprawdzenie powyższych źródeł jest dosyć istotne. Ceny potrafią się różnić miedzy sobą. Każda z tych stron ma również swoje weekendowe lub sezonowe obniżki i nie zawsze są one takie same w tym samym czasie. I na jednej stronie można zamówić coś co będzie kosztowało 900 zł, a na drugiej włączony zostanie rabat w wysokości 30%.

Jest jeszcze jedna rzecz, na którą bardzo zwracam uwagę. Pisałam o tym w poprzednim wpisie ze stylizacjami do biura. A mianowicie chodzi o zapakowanie produktu. Wasze historie popchnęły mnie do tego, aby stworzyć ten wpis. Po pokazaniu na Instagramie torebki, którą dostałam od mojego męża pojawiło się dużo pytań gdzie była zamawiana i informacji, że Wy zamawiałyście różnego rodzaju produkty i niestety wrzucono je w zwykły foliowy worek, a także doszły do Was w niezadowalającym stanie. Takie praktyki niestety są nagminne i nie dotyczą one tylko i wyłącznie jednej platformy sprzedażowej, ale także klientów, którzy robią zwroty i nie dbają o to, jak wyglądają odsyłane przez nich produkty. Nie zawsze zapakują wszystko z powrotem do pudełka, a dystrybutor raczej rzadko sprawdza i ma możliwość uzupełnienia braków. W takim wypadku wszyscy na tym w jakiś sposób cierpimy.

Poniżej prezentuję Ci zapakowane buty, które kupiłam stacjonarnie. Pudełko jest wypchane papierem, folią, pianką. Dzięki takiemu zabiegowi wiedziałam, że dowiozę buty do domu w nienaruszonym stanie. Nawet nie śnię o tym, aby tak wyglądały produkty z innych platform internetowych, ale żeby chociaż zostały zachowane pewne podstawowe standardy. W końcu paczka, która do nas trafia przechodzi przez wiele etapów i najczęściej “dostaje” się jej w ostatnim, kiedy trafia na sortownie i samochód kuriera. Wiele razy przyszły do mnie paczki uszkodzone i po kilku razach, nie wytrzymałam już i złożyłam skargę. Podejrzewam też, że gdyby pudełka były dostosowane do wielkości zamawianych produktów, mniej byłoby paczek z dziurami w pustych miejscach. Ale to już temat na inny czas.

W co warto zainwestować?

Myślę, że jest to dobre pytanie i z chęcią odpowiem na nie na własnym przykładzie.

Nie ma żadnej sekretnej listy, ani przewodnika od czego zacząć. Oczywiście jest kwestia finansowa i im więcej pięniędzy tym więcej możliwości. Niemniej jednak poza moją wishlist, o której piszę na końcu, zazwyczaj nie kupuję ubrań. Skupiam się na dodatkach, które mogę wykorzystać w swojej kolekcji. Wiele razy wspominałam, że kocham buty miłością bezwarunkową i tutaj w tej kwestii nic się na przestrzeni lat nie zmieniło. Także buty są na pierwszym miejscu [zarówno te, które noszę codziennie, jak i te ubrane od święta – patrz Jimmy Choo], zaraz za nimi okulary, następnie torebki i paski. Są to cztery najcześciej kupowane przeze mnie produkty, jeśli chodzi o marki luksusowe. Ostatnio dołączył do nich przepiękny kapelusz.

Dokładnie taką samą listę [rozszerzoną jeszcze o apaszki] przedstawiała kilka dni temu na swoim instastories KORNELIA dodatkowo pokazując swoje must have, a także czego nie warto kupować. Uśmiechałam się pod nosem przewijając relację, bo mówiła dokładnie o tym, co ja sama stosuję już od kilku lat. I tylko utwierdziło mnie to w tym, że idę w dobrym kierunku. Co prawda ja mam jeszcze zakusy na biżuterię, ale dzięki relacji [która jest zapisana na Instagramie] dwa razy się zastanowię zanim ją kupię. Z resztą bardzo Wam polecam profil Kornelii, na który ja zaglądam codziennie. Znajdziecie tam mnóstwo przydatnych informacji dotyczących klasycznych stylizacji, których jestem wielką fanką oraz dodatków, a także ciekawych relacji dotyczących ogólnie mody.

Swoją drogą kocham Instagram za kopalnię inspiracji!!!

Czego nie kupuję przez Internet?

Wspominałam, że nie kupuję rzeczy marek luksusowych tym kanałem sprzedaży. Faktycznie nie zdarzyło mi się kupić butów Chanel czy Jimmy Choo inaczej jak stacjonarnie. Jestem w stanie zamówić torebkę, pasek czy apaszkę o ile wcześniej ją oglądałam, ale nie korzystam wtedy z innej strony jak z producenta. Niemniej jednak na takie zakupy z przyjemnością wybieram się osobiście. Poza zrealizowaniem punktu z listy, mam jeszcze przyjemność pooglądać inne cudeńka znajdujące się w sklepie. Warto więc wcześniej zorientować się w jakim sklepie będą robione zakupy, bo można się naprawdę zdziwić. W Saint Tropez była to przepiękna willa z basenem, natomiast w YSL w Paryżu miałam okazję zobaczyć dzięki uprzejmości sprzedawcy, najnowszą kolekcję ubrań, która czekała w osobnym atelier na umówionych gości…

Natomiast jeśli chodzi o wszystkie pozostałe drogie marki, np. FURLA, COCCINELLE, CHLOE, MAX MARA, RED VALNETINO, TORY BURCH itp., to przez Internet przede wszystkim nie kupuję okularów. Niestety tę część stylizacji muszę przymierzyć. Nie lubię jak opierają mi się na policzkach lub mają za małe szkła. Jest oczywiście jeden wyjątek – jeśli mierzyłam już jakiś model wcześniej i po prostu z jakiegoś powodu nie kupiłam, ale w sumie po czasie stwierdziłam, że jednak chcę go mieć.

Warto też pamiętać, że w sklepach takich jak EOBUWIE czy CHIARA, możemy zamówić dany produkt do sklepu stacjonarnego nie płacąc za niego i dopiero po jego obejrzeniu zdecydować, czy chcemy go ze sobą zabrać czy nie. Myślę, że jest to najlepsze rozwiązanie jeśli mamy kilka modeli np. torebek, które nam się podobają, ale do końca nie wiemy, która będzie nam pasowała najbardziej.

Wracając do mojej wishlist…

Wspomniałam, że raczej nie inwestuję w ubrania, ale jest kilka rzeczy, które chętnie wdziałabym w swojej garderobie. Może kiedyś przyjedzie i na nie czas. Na dzisiaj mogę sobie tylko pomarzyć o trenczu Burberry, garniturze YSL i tweedowym żakiecie Chanel. Ale marzenia to piękna rzecz i trzeba je odpowiednio pielęgnować. Więc póki co zostanę przy tworzeniu swojej realnej listy zakupów na ten rok.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *