FUERTEVENTURO, nie doceniałam Cię…

Przyznam się, że Fuerteventura była daleko na mojej liście podróżniczej. Mój mąż wiele razy namawiał mnie, żebyśmy ją zwiedzili, ale sama wyspa kojarzyła mi się tylko z piachem i wiatrem. Kończyłam więc negocjacje kolejnej destynacji pytaniem: Ale co my tam będziemy robili?

W sumie może i dobrze się stało, bo w końcu przyszedł czas, kiedy ja sama bardzo chciałam na nią polecieć. Wszystko jedno było mi jeśli chodzi o pogodę, bo jednak na Wyspy Kanaryjskie można liczyć prawie o każdej porze roku. Po prostu chciałam się już gdzieś wyrwać i fakt, że wcześniej zwiedziliśmy Teneryfę oraz Lanzarote spowodował, że Fuerteventura pod koniec kwietnia okazała ciekawą destynacją.

Wybierając hotel kierowałam się jego położeniem i chociaż nie miałam już co wybrzydzać rezerwując miejsca dwa dni przed wylotem, to uważam, że środek wyspy okazał się idealnym miejscem na codzienne wypady. Będąc już na miejscu wypożyczyliśmy samochód z CiCAR, rozpisaliśmy plan zwiedzania i ruszyliśmy przed siebie. Poniżej przedstawię Wam miejsca, które odwiedziliśmy, a na końcu wskażę jeszcze dwa, których nam się nie udało zobaczyć tylko ze względu na to, że zapomnieliśmy o Międzynarodowym Święcie Pracy, a te atrakcje tego dnia były zamknięte. Pominęliśmy też duże miasta, ponieważ czuliśmy ogromną potrzebę obcowania z naturą i tak naprawdę zajrzeliśmy tylko do dwóch mniejszych miejscowości, aby coś zjeść w trakcie zwiedzania innych miejsc.

DZIEŃ 1 – środkowa część wyspy

BETANCURIA

Według wielu informacji w przewodnikach jest to najpiękniejsze miejsce na Fuerteventurze i chyba coś w tym jest. Malutka miejscowość zbudowana z białych domków otoczonych cynamonowymi wzgórzami. Kilka ulic na krzyż, jeden plac, małe restauracyjki i kolorowe kwiaty. Do tego słoneczna pogoda i można poczuć się jak w innej epoce. Masteczko założone w 1404 roku przez rycerza Jeana the Bethancourt było pierwszą stolicą wyspy.

Bardzo polecam w pierwszej kolejności przejść te kilka uliczek, zrobić piękne zdjęcia i na koniec usiąść przy fontannie na małą kawę. Myślę, że godzinka spokojnie wystarczy jeśli nie zamierzacie zwiedzać Świątyni i muzeum.

*

AJUY

Małe rybacka osada i czarna plaża kontrastująca z niesamowicie niebieskim oceanem. Centrum miasteczka to obecnie otwarte dwie restauracje serwujące pyszne ryby. Ale to nie jedyne atrakcje tego miejsca. Nie można zapomnieć o fantastycznych jaskiniach. Warto więc zabrać ze sobą pełne buty i ruszyć ku przygodzie. Można tu spędzić cały dzień. Wszystko zależy od tego co chcecie robić, plażowanie, zwiedzanie jaskiń, czy tylko chwilowe podziwianie widoków i dobra kawa.

*

DZIEŃ 2 – północna część wyspy

PARQUE NATURAL CORRALEJO I PPRZEPIĘKNE WYDMY

Jeśli wolicie spędzić czas na plażowaniu na niesamowicie długiej plaży z przepięknymi kolorami wody, które po prostu zapierają dech w piersiach to bardzo polecam plaże w Parque Natural Dunas de Corralejo. Widoki naprawdę wspaniałe i do tego ta przestrzeń…

*

CORRALEJO

Po plażowaniu warto wybrać się coś zjeść, a najbliżej będzie do miejscowości Corralejo, ktora jest dosyć dużym ośrodkiem wypoczynkowym. Na miejscu znajduje się mnóstwo hoteli, małe plaże, restauracje nad brzegiem oceanu i port, z którego można popłynąć na pobliską wyspę Lobos.

*

POPCORN BEACH

Wystarczy wpisać w wyszukiwarkę nazwę POPCORN BEACH CORRALEJO i wyskoczy Wam mnóstwo zdjęć dłoni, które trzymają kamyki przypominające właśnie popcorn. Malutka plaża, a wokół kilka białych domków. Niby nic specjalnego, ale samo miejsce jak i szutrową trasa z miasta Corralejo dodaje atrakcji temu miejscu. Warto więc jadąc na plażę El Cotilo zatrzymać się na chwilę, aby zrobić kilka fotek i ruszyć dalej.

*

EL COTILLO

Niestety po plażowaniu i dosyć wymagającej drodze do miejscowości El Cotillo nie mieliśmy już zbyt dużo czasu na zwiedzanie. Zatrzymaliśmy się tylko w punkcie widokowym, z którego roztaczał się przepiękny widok na plaże i klify. Niestety gonił nas czas ze względu na godzinę policyjną, a jadąc z Corralejo za dużo razy zatrzymywaliśmy się żeby podziwiać niesamowite widoki. Naprawdę bardzo Wam polecam wybrać się z Corralejo do El Cotillo drogą szutrową. Jedzie się dużo wolniej ze względu na podłoże, ale naprawdę zmieniający się krajobraz wynagradza wszystko.

Tutaj kilka zdjeć z trasy Corralejo – El Cotillo…

*

DZIEŃ 3 – południowa część wyspy

PLAYA DE SOTAVENTO DE JANDIA

To miejsce typowe dla surferów. Przepiękne plaże i bardzo mocny wiatr. My zatrzymaliśmy się dosłownie na pół godziny, żeby popatrzeć na walczących z żywiołem, zrobić kilka pięknych zdjęć i wyruszyć dalej do głównego miejsca, jakie chcieliśmy tego dnia zobaczyć.

*

PLAYA DE COFETE I WILLA WINTERA

Aby dostać się na tę plażę trzeba mieć stalowe nerwy, dobrego kierowcę [dziękuję mój mężu :)] i czas. Tutaj nie można się spieszyć. Należy pamiętać, że bezpieczeństwo przede wszystkim, a droga nie należy do najłatwiejszych, szczególnie gdy na ścieżce musimy minąć się z drugim samochodem. Ale naprawdę warto i warto przeznaczyć na to miejsce przynajmniej pół dnia. Po wjechaniu na górę ścieżką, a następnie zjechaniu pod samą plażę mamy kilka możliwości. Podziwać niezwykle dziki krajobraz, napawać się widokiem wzburzonego oceanu, spacerować po plaży, zajrzeć na pobliski cmentarz, podjeść pod Willę Wintera i na koniec wracając, jeszcze po tej stronie gór zjeść pyszne danie w jedynej knajpie.

Moje wspomnienia z tego miejsca są tak silne, że pisząc o nich to aż mam ciary na rękach. Ta potęga przyrody wprost powala. Dawno nie czułam się tak mała, jak wtedy.

Kończąc zwiedzanie tego dnia, podjechaliśmy jeszcze pod jedyną tak dużą zabudowę u podnóża gór. Mowa o Willi Wintera, niemieckiego inżyniera Gustava Wintera wokół którego krąży wiele legend. Jedna z nich mówi, że Winter przybył na wyspę w 1938 roku z pomysłami na industrializację Półwyspu Jandia. Jednak wybuch wojny zniweczył jego plany. Wspomniana willa miała zostać zbudowana po 1950 roku i miały się w niej odbywać operacje plastyczne niemieckich dowódców, którzy z Fuerteventury uciekali do Argentyny. Ile w tym prawdy, pewnie nigdy się nie dowiemy, jednak powiem szczerze, że kiedy tak stałam pod tą willą, to ogarniał mnie dziwny niepokój. Niestety nie mogłam wejść do środka, ponieważ nikogo nie było na miejscu. Podobno do dziś willa jest w rękach rodziny Winter i za kilka groszy można ją obejrzeć wewnątrz, jeśli właściciel jest na miejscu. A wspomniany przeze mnie cmentarz to prawdopodobnie miejsce pochówku więźniów obozu koncentracyjnego w Tefia, którzy budowali drogę, którą dzisiaj możemy zjechać aż do plaży.

*

DZIEŃ 4 – wszystko to co można było jeszcze zobaczyć

Tego dnia zapomniałam, że jest Międzynarodowe Święto Pracy i dwa miejsca, które chciałam odwiedzić niestety były zamknięte. Wspomnę o nich na samym końcu, ponieważ uważam, że warto tam zajrzeć. Nie poddałam się jednak tak łatwo i wyszukałam kilka innych atrakcji w przewodniku.

LATARNIA ENTELLADA

Najpiękniejsza latarnia na wyspie zbudowana z szarego kamienia połączonego z białym marmurem, a do tego zapierające dech widoki na klify. Mało? To może osoby czujące się swietnie za kółkiem namówię do wjazdu naprawdę wąską drogą, która jest odradzana osobom niepewnym, a już w ogóle po deszczu. Nie będę ukrywała, że kilka razy po drodze wstrzymywałam oddech, a raz nawet krzyknęłam, jak wyjechał nam drugi samochód z naprzeciwka kiedy my byliśmy niestety po zewnętrznej.

*

GRAN TARAJAL

Jedno z największych miast Fuerteventury z czarną plażą. Niewiele więcej mogę powiedzieć o tym miejscu, gdyż zatrzymaliśmy się w nim na jedzenie. Przyjemnie jednak było pospacerować deptakiem, zjeść pyszne lody i poobserwować ocean. Tak jak wspomniałam był 1 maja, więc większość atrakcji była w tym czasie zamknięta, a mimo to czekaliśmy na wolny stolik.

*

ANTIGUA – MUZEUM WIATRAKÓW, MUSEO DEL QUESO MAJORERO

Fuerteventura to wyspa wiatraków. Kiedy byliśmy już w drodze powrotnej z Gran Tarajal wertowałam przewodnik, aby znaleźć kolejne miejsca warte zobaczenia w niewielkiej odległości od naszej miejscowości. Kiedy wpadłam na pomysł, że będziemy zwiedzać miejsca gdzie sią wiatraki, mój mąż aż zaśmiał się w głos. Stwierdził jednak, że w sumie mamy jeszcze czas i też nie chciał wracać do hotelu, podjechaliśmy więc pod pierwszy wiatrak, cyknęliśmy foty i wsiedliśmy do samochodu. Okazało się, że niedaleko jest kolejny wiatrak i muzeum wiatraków. Pomyślałam, wspaniale, jedziemy.

Mieliśmy okazję wejść do takiego wiatraka. Następnie przeszliśmy przez muzeum, w którym dowiedzieliśmy się co nieco o głównych mieszkańcach wyspy – kozach i serach kozich. Ostatnim punktem był niewielki park kaktusów i sklepik.

*

MIEJSCA, KTÓRE CHCIAŁAM ODWIEDIĆ

VILLAVERDE – miejscowość, w którym znajduje się wulkaniczny krater, który był kiedyś zamieszkały oraz Finca La Rosita, gdzie znajduje się muzeum, ogród botaniczny, sklep z rękodziełem oraz zagroda ze zwierzętami.

LA OLIVA – miejscowość, w której znajduje się była siedziba dowódców wojskowych wyspy Casa de los Coronoles oraz Casa Mane Centro de Arte Canario, w którym można zobaczyć dzieła Manrique’a. A także Casa Cilla Museo del Grano, gdzie można dowiedzieć się o uprawie zbóż.

Na więcej nie starczyło nam czasu, ponieważ mój syn miał jeszcze lekcje zdalne. Ale i tak uważam, że zobaczyliśmy naprawdę dużo. Ominęliśmy wszystkie duże miasta poza Gran Trajalo. Skupiliśmy się na sile natury i podziwialiśmy jej dzieła. Fuerteventura zaskoczyła mnie niesamowicie. Dzięki temu całkowicie zmieniłam zdanie na temat tej wyspy. Już nigdy słysząc jej nazwę nie pomyślę tylko i wyłącznie o piachu i wietrze. Dla mnie to niesamowite góry, skały, czarne plaże, wydmy i niewyjaśniona tajemnica Gustava Wintera.

Jeśli wahacie się tak jak ja, a lubicie przyrodę, to pakujcie walizki i w drogę. Jedna przestroga, najbardziej wietrzne miesiące to maj, czerwiec, lipiec i sierpień. Najlepsza pogoda na odpoczynek, zwiedzanie i pływanie w ocenie, to wrzesień. Informacja sprawdzona! Otrzymaliśmy ją od Polki mieszkającej na Fuerteventurze od 20 lat.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *